7maj/12

Nowe Centrum Łodzi: informacja ważniejsza niż wizje
Aleksandra Hac, Gazeta Wyborcza Łódź


Miały być wizje nowych gmachów i ulic wokół dworca Fabrycznego, a były codzienne problemy tych, którzy tam mieszkają i pracują. I nic dziwnego, bo ciągle brakuje informacji.

W poniedziałkowe popołudnie w dużej sali obrad czekała na łodzian delegacja bardzo ważnych osób: prezydent Hanna Zdanowska oraz wiceprezydenci Marek Cieślak i Radosław Stępień. Z jakiej okazji? Powodem było pierwsze z serii spotkań z poświęconych budowie tak zwanego Nowego Centrum Łodzi. To 90 ha terenu w centrum miasta, które już niebawem otworzy się na inwestycje. Władze miasta liczą, że teren wokół nowego dworca stanie się wielką atrakcją dla inwestorów i szansą na rozwój miasta.

Niestety, duża sala, w której zazwyczaj spotykają się radni, nie wypełniła się wczoraj nawet w połowie. Temat największej łódzkiej inwestycji był interesujący zaledwie dla 50 osób. Pomimo mało imponującej frekwencji nie zabrakło dużych emocji.

Urzędnicy oczekiwali od łodzian konkretnych propozycji dotyczących miejsca lokalizacji przystanków, organizacji komunikacji miejskiej, wyznaczenia nowych parków i placów czy zagospodarowania zabytkowych budynków. Ale łodzianie oczekiwali od urzędników odpowiedzi na konkretne pytania i te ostatnie, a nie propozycje i wizje, zdominowały spotkanie.

Najbardziej emocjonalne wystąpienie miał Czesław Grochulski, prezes firmy Enkev, która mieści się przy ul. Targowej 2 i od lat 60. ubiegłego wieku produkuje materace. W jego głosie słychać było silne wzburzenie. - Te projekty, o których opowiadacie, budują serce Łodzi, ale od 2007 roku moja firma nie może się spokojnie rozwijać. Najpierw byliśmy nękani projektem kulturalnym [zaplanowanym w tym miejscu centrum kongresowo-festiwalowym - przyp. red.], a teraz drogą [Nowotargowa - przyp. red.] zaprojektowaną przez sam środek naszego zakładu. Propozycje, jakie przedstawiało nam do tej pory miasto, wynosiły najwyżej 25 proc. kwoty niezbędnej do przeniesienia firmy w inne miejsce. Czy wiecie, że 200 osób może stracić pracę?

Cieślak: Mamy świadomość, że sytuacja Enkev jest skomplikowana i to nie jest tak, że 200 osób straci pracę. Pan prezes wie, że zabraliśmy się za tę kwestię i chcemy porozmawiać na temat odpowiedniego odszkodowania oraz szukamy odpowiedniej siedziby na przeprowadzkę. Myślę, że znajdziemy rozwiązanie.

Grochulski: Trzymam za słowo, ale jak patrzę na harmonogramy inwestycji, to widzę, że są coraz mniejsze szanse, że zdążymy z przeprowadzką.

Poważny problem mają również lokatorzy kamienicy przy ul. Kilińskiego, stojącej naprzeciwko dworca. - Nikt nic nie wie, czy będziemy się przeprowadzali, czy nasze mieszkania zostaną wyremontowane, a my spać po nocach nie możemy. Przez prace na dworcu wszystko się sypie, w dziurach w ścianach mieszczą się dłonie, a w administracji mówią nam, że wszystkie remonty są wstrzymane - opowiada Aleksandra Danielewska z ul. Kilińskiego.

Pomóc jej obiecał Radosław Stępień. - Jutro dowiem się, co zostało zrobione z państwa zgłoszeniem o problemie - zadeklarował. Po niecałej godzinie od rozpoczęcia spotkania był jedynym prezydentem, który został na sali.

Jak snuć?

Jak na dłoni widać, że z ludźmi żyjącymi w pobliżu tej wielkiej inwestycji nikt nie rozmawia, dlatego brakuje im najbardziej elementarnej wiedzy.

Przychodzą na konsultacje by pytać, co się z nimi stanie, a nie snuć wielkie wizje architektoniczne, przestrzenne czy społeczne.

Bo jak snuć, kiedy tynk sypie się ze ścian i nie ma pewności, co do miejsca pracy i dachu nad głową?

Jak snuć, Pani Prezydent, jak snuć?

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, Aleksandra Hac, 07.05.2012
1maj/12

Nowe Centrum Łodzi: plany na najbliższe miesiące
Aleksandra Hac, Gazeta Wyborcza Łódź


Urzędnicy mają już wyniki audytu dotyczącego dzielnicy, która ma powstać wokół Dworca Fabrycznego. Przedstawią je za kilka dni. Nowe Centrum Łodzi będzie też tematem konsultacji społecznych po długim majowym weekendzie.

Za kilka dni poznamy wyniki kontroli wszystkich projektów, które mają nadać kształt Nowemu Centrum Łodzi. Nowa dzielnica, która powstanie w otoczeniu dworca Łódź Fabryczna będzie też tematem konsultacji społecznych po długim majowym weekendzie.

Kolejne władze wiążą ogromne nadzieje z terenem ograniczonym ulicami: Narutowicza, Kilińskiego, Tuwima i Kopcińskiego.

Dzisiaj jednak te 90 hektarów powierzchni w centrum Łodzi - Nowe Centrum Łodzi - to ciągle jednak więcej pytań niż odpowiedzi. W ciągu najbliższych miesięcy tych ostatnich powinno jednak przybywać. - Mamy już ostatnią, trzecią część audytu, chcemy niebawem przedstawić jego wyniki - zapowiada Błażej Moder, pełnomocnik prezydenta ds. NCŁ.

Audyt objął wszystkie projekty składające się na nową dzielnicę, a są to obok podziemnego Dworca Fabrycznego między innymi: modernizacja zabytkowej elektrowni EC-1, centrum festiwalowo-kongresowe, Specjalna Strefa Sztuki, budowa nowego układu drogowego. Raport wskaże, czy zostały właściwie przygotowane, są dobrze zarządzane i jak dalej należy z nimi postępować.

Ostateczny kształt nadadzą NCŁ plany miejscowe. Dwa projekty obejmujące obszar 90 ha powstają w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej i mają status priorytetowych. Mają być gotowe do uchwalenia przez radę miejską w ciągu 12-18 miesięcy. Co się w nich znajdzie? - Między innymi wyniki konsultacji społecznych nowego centrum, które rozpoczynają się po długim weekendzie, 7 maja, i potrwają do końca miesiąca - zapowiada Moder.

W ramach konsultacji zostaną zorganizowane m.in. cztery warsztaty i dwa otwarte spotkania. Ich zakres obejmie: obsługę komunikacyjną (miejską, podmiejską, aglomeracyjną i regionalną), funkcje zabudowy i wykorzystanie przestrzeni, powiązania nowej dzielnicy z historycznym centrum oraz rozwiązania wspierające obszary historycznej zabudowy.

W przygotowaniu planów zostaną również wykorzystane wyniki analizy ekonomiczno-społecznej, na przygotowanie której magistrat szuka wykonawcy. Wskaże ona, co i w jakich rozmiarach powinno powstać w NCŁ, na jakie przestrzenie "będzie popyt". Dowiemy się m.in., czy potrzebujemy centrum festiwalowo-kongresowego, a jeśli tak, to jak dużego.

W połowie roku miasto chce też znaleźć firmę, która będzie odpowiedzialna za kreowanie wizerunku tego projektu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, Aleksandra Hac, 01.05.2012
29mar/12

Sądowy spór o EC1 przy Targowej. Jest ciąg dalszy.
amk, jk, Gazeta Wyborcza Łódź


Spór o zabytkową EC1 trafił do sądu drugiej instancji.

Fundację Sztuki Świata założyli dyrektor festiwalu Camerimage Marek Żydowicz, amerykański reżyser David Lynch i Andrzej Walczak, współwłaściciel firmy Atlas. Ponad pięć lat temu kupiła ona od miasta teren przy ul. Targowej 1/3 z zabytkową elektrownią. Fundacja zapłaciła zaledwie 3982 zł. Skorzystała z 99,9 proc. upustu, bo EC1 miała zostać zrewitalizowana i przeznaczona na "unikalne funkcje kulturalne". Umowa zakładała, że władze miasta zainwestują w rewitalizację budynku, a fundacja sfinansuje jego wyposażenie. W EC1 planowano studio filmowe Lyncha i centrum sztuk i biblioteka

W 2010 roku po awanturze z Żydowiczem, która zakończyła się wyprowadzeniem z Łodzi festiwalu Camerimage, władze miasta ogłosiły, że korzystają z prawa odkupu i odbierają budynek. Jako powód podały, że fundacja nie zgromadziła pieniędzy i nie daje gwarancji, że zagospodaruje budynek na cele kulturalne. Gdy fundacja odmówiła zwrotu budynku, miasto skierowało sprawę do sądu. Prawnicy z magistratu przekonywali, że gmina zagwarantowała sobie bezwarunkowe prawo odkupu budynku w ciągu pięciu lat. Pełnomocnik fundacji twierdził, że z możliwości odkupienia elektrowni miasto może skorzystać tylko wtedy, gdyby fundacja chciała odsprzedać EC-1 komu innemu. W grudniu sąd rejonowy rozstrzygnął ten spór na niekorzyść FSŚ i zobowiązał ją do zwrotu nieruchomości.

- Miasto mogło odkupić elektrociepłownię przy ul. Targowej w dowolnym momencie, nawet gdy fundacja nie chciała jej sprzedawać - mówił w uzasadnieniu sędzia Paweł Filipiak. Jego zdaniem za taką wersją przemawiała treść umowy oraz zeznania sporządzającego ją notariusza.

Prawnik fundacji odwołał się od tego wyroku. Chce, aby sąd okręgowy oddalił pozew. Uważa, że sąd pierwszej instancji źle ustalił wartość przedmiotu sporu. Pełnomocnik fundacji twierdzi, że sąd pierwszej instancji popełnił też inne błędy, m.in. nie wziął pod uwagę zeznań byłego wiceprezydenta Włodzimierza Tomaszewskiego i Żydowicza.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, amk, jk, 29.03.2012
27mar/12

Żydowicz czaruje Frankiem Gehrym. Tym razem Toruń
Michał Frąk, Gazeta Wyborcza Łódź


Łódź wydała 5 mln zł na projekt Franka Gehry'ego, który Marek Żydowicz oferuje teraz Toruniowi. Czy kasa miejska odzyska pieniądze, które wydawały się już stracone? - zastanawia się Michał Frąk.

Toruń to pierwsze miasto, w którym organizowano festiwal filmowy Camerimage. Stamtąd Marek Żydowicz imprezę przeniósł do Łodzi, by później przeprowadzić ją do Bydgoszczy, gdzie gości od dwóch lat. Łodzi po festiwalu została jedynie spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Camerimage Łódź Center, w której Łódź ma mniejszościowe udziały, mimo że dała jej blisko 6 mln zł. To z tych pieniędzy w 2009 r. spółka zapłaciła Frankowi Gehry'emu za koncepcję architektoniczną centrum kongresowo-festiwalowego. Teraz Marek Żydowicz chce ją wykorzystać w Toruniu.

Toruń jest w przededniu wielkiej inwestycji. Za blisko 200 mln zł ma powstać tam nowoczesna sala koncertowa. W konkursie zorganizowanym przez miasto koncepcja hiszpańskich architektów pokonała 21 innych propozycji. Teraz Marek Żydowicz nie zostawia na niej suchej nitki. Wczorajsza toruńska "Gazeta Wyborcza" poświęciła temu tematowi aż trzy strony. W obszernym wywiadzie twórca Camerimage miażdży projekt sali koncertowej. "Projekt Fernando Menisa [hiszpańska pracownia, która wygrała konkurs na projekt - przyp. red.] to ciężka betonowa, zwalista bryła, żałośnie ukrywająca się za nawiązującymi do gotyckich fasad aplikacjami w kolorze cegły. Ten budynek nie będzie wytwarzał presji, żeby go zobaczyć. Nie trafi do zagranicznych przewodników turystycznych, leksykonów najwybitniejszych osiągnięć architektury" - mówi Żydowicz.

Dalej opowieść się toczy dokładnie tak jak kilka lat temu w Łodzi. Żydowicz za wzór tego typu budowli podaje muzeum w Bilbao. "Dla Menisa nikt specjalnie nie przyjedzie. A Bilbao rocznie zarabia dzięki budynkowi Franka Gehry'ego ponad 300 mln euro" - czaruje torunian Żydowicz. Nie tylko krytykuje projekt realizowany przez miasto, ale domaga się wycofania się z podjętych już decyzji. "[...] Nie powinniśmy żałować tych milionów, które wydaliśmy, ale tych milionów, które nie pojawią się u nas, bo projekt sali Menisa jest mało funkcjonalny i nieestetyczny. To zmarnowana szansa" - przekonuje Żydowicz.

Po serii dobrych rad dla Torunia Marek Żydowicz w ostatnim pytaniu zdradza, co za nimi się kryje. Na pytanie dziennikarza: "Ale projektu Gehry'ego nie da się sprowadzić do Torunia?" Żydowicz odpowiada: "Dlaczego nie? To byłoby korzystne dla każdego miasta, które się na to zdecyduje. [...] To byłaby wielka szansa dla Torunia: obecne władze pozostawiłyby ślad po sobie w historycznej tkance miasta, a ludzie z całego świata przyjeżdżaliby oglądać architektoniczne dzieło sztuki, powstałe na skraju nowego i starego".

Żydowicz proponuje torunianom projekt, za który zapłacili już łodzianie. Co na to łódzki magistrat? - Z umowy spółki wynika, że do takiej transakcji może dojść tylko przy jednomyślności zgromadzenia wspólników. Czyli de facto za zgodą miasta - mówi Marcin Masłowski, zastępca rzecznika prasowego prezydent Hanny Zdanowskiej. "Gazeta" dowiedziała się, że taka propozycja ze strony Marka Żydowicza dotąd nie padła. A odsprzedanie koncepcji Franka Gehry'ego mogłoby być sposobem na odzyskanie choć części pieniędzy zainwestowanych w spółkę Camerimage Łódź Center. Tylko czy Toruń będzie chciał ją kupić?

- Umowa na zaprojektowanie toruńskiej sali koncertowej na Jordankach jest już podpisana i opłacona w 70 proc. Ruszają przetargi na budowę. Prace są zaawansowane w takim stopniu, że propozycję tę nazwałabym mocno spóźnioną. Gdyby została złożona w odpowiednim terminie i wygrała konkurs, teraz byłaby realizowana - ucina dyskusję Aleksandra Iżycka, rzeczniczka prasowa prezydenta Torunia.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, Michał Frąk, 27.03.2012
23mar/12

Ukarać za opinię ws. statutu EC-1 Miasto Kultury
Łukasz Kaczyński, Dziennik Łódzki


Do wystąpienia o zwrot wynagrodzenia za "niesolidnie opracowaną"; opinię prawną wzywa prezydent Hannę Zdanowską zarząd Fundacji Sztuki Świata. Adresatem wystąpienia miałaby być warszawska kancelaria Clifford Chance, u której za 42 tys. zł władze zamówiły opinię w grudniu ubiegłego roku.

Ponadto fundacja wystąpiła do Rzecznika Dyscyplinarnego Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec autora opinii.

"Naszym zdaniem, opracowanie tej nierzetelnej, dostosowanej do oczekiwań zleceniodawcy (Urzędu Miejskiego w Łodzi) ekspertyzy, stanowi jawne naruszenie Kodeksu etyki radcy prawnego i sprzeniewierzenie się obowiązkowi zachowania niezależności przy wykonywaniu czynności zawodowych"- pisze w liście do mediów Adam Zdunek, wiceprezes Zarządu Fundacji Sztuki Świata.

Opinia, o której mowa, ma być podstawą prawną dla projektu uchwały, który jednostronnie zmieniał statut EC-1 Miasto Kultury, czyli instytucji powołanej wspólnie w 2008 roku przez Miasto Łódź i Fundację Sztuki Świata. Projekt nadawał m.in. prezydent Łodzi prawo odwołania i powołania dyrektora instytucji. Według opinii, zgoda fundacji na zmianę statutu nie jest potrzebna.

Przeciwnego zdania był Marek Żydowicz i reprezentujący fundację mecenas Stanisław Kraszewski. A fundacja na zmianę statutu EC-1 Miasta Kultury się nie zgadzała i nie zgadza.

- To może oznaczać, że na stanowisku pojawi się ktoś bardziej spolegliwy wobec władz niż obecny dyrektor, a niekoniecznie na tyle silny, by się przeciwstawić, gdyby chciały one przeforsować niekorzystną i złą dla projektu rewitalizacji decyzję - argumentował Marek Żydowicz.

Pomimo zastrzeżeń radnych, w tym przewodniczącego Rady Miejskiej Tomasza Kacprzaka, co do strony prawnej projektu uchwały, radni Komisji Kultury i Specjalnej Komisji ds. Nowego Centrum Łodzi zaopiniowali projekt pozytywnie. Projekt trafił pod obrady Rady Miasta, został z nich jednak zdjęty.

Jakie są dalsze plany urzędu miasta względem tego projektu - zapytaliśmy wczoraj rzeczników prezydent Łodzi, ale odpowiedzi nie otrzymaliśmy.

- Od początku mówiłem, że ta opinia to prawny bubel, a projekt uchwały jest niezgodny z prawem - podkreśla Marek Żydowicz. - Oczekujemy od prezydent Łodzi racjonalnego gospodarowanie publicznymi pieniędzmi.

Fundacja Sztuki Świata również wystąpiła o opinie prawne do Departamentu Legislacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, prof. Michała Kuleszy z Uniwersytetu Warszawskiego i prof. Eugeniusza Ochendowskiego, członka Komitetu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk. Wszystkie one potwierdzają wersję prezentowaną przez fundację.

W biurze prasowym UMŁ zapytaliśmy również, czy prawdziwe są pogłoski, że oprócz opinii zamówionej w kancelarii Clifford Chance, władze zamówiły jeszcze jedną opinię prawną, tym razem u prawnika z Uniwersytetu Łódzkiego. Również w tej sprawie magistrat niestety milczy.

Źródło: Dziennik Łódzki, Łukasz Kaczyński, 23.03.2012
13mar/12

Śledzińska o Żydowiczu: Kuriozalne motywy…
Iwona Śledzińska-Katarasińska, przewodnicząca Sejmowej Komisji Kultury


Pan Marek Żydowicz, organizator i - jak sam się określa - właściciel festiwalu Camerimage ogłosił, że w rewitalizowanej EC1, w którą zaangażowane są środki unijne i publiczne nie może powstać Narodowe Centrum Kultury Filmowej, ponieważ on (Marek Żydowicz) nie zgadza się na to.

Rzeczywiste, kuriozalne motywy jego wystąpienia są inne. Po pierwsze, Pan Żydowicz ciągle ma nadzieję, że odzyska budynek EC1 wart dziś grube miliony złotych, oddany mu kiedyś przez ówczesnego prezydenta Jerzego Kropiwnickiego za cztery tysiące złotych.

Po drugie, wygląda na to, że Pan Żydowicz nie spocznie dopóki nie utrąci wszystkich łódzkich inicjatyw kulturalnych.

Co do stanowiska ministra kultury w sprawie NCKF, to odsyłam do deklaracji Bogdana Zdrojewskiego złożonej w Łodzi 27 lutego. Wtedy na spotkaniu z Panią Prezydent i Panem Marszałkiem, także w mojej obecności podjęto zobowiązanie, że do 10 maja inicjatorzy przedsięwzięcia przedstawią jego szczegółowy program i kosztorys.

Źródło: Iwona Śledzińska-Katarasińska dla Gazety Wyborczej Łódź, 13.03.2012
13mar/12

Żydowicz: brutalna, wulgarna propaganda władz Łodzi
amk, mb, mf, jk, Gazeta Wyborcza Łódź


Miasto nie może stworzyć narodowego centrum kultury filmowej w elektrociepłowni EC1 bez zgody partnera, czyli Fundacji Sztuki Świata - ogłosił na konferencji w Pubie 97 Marek Żydowicz, szef fundacji i festiwalu filmowego Camerimage.

O planach utworzenia w Łodzi takiego centrum 27 lutego rozmawiali w łódzkim Muzeum Kinematografii Bogdan Zdrojewski, prezydent Łodzi Hanna Zdanowska, marszałek województwa Witold Stępień i posłanka PO Iwona Śledzińska-Katarasińska. Narodowe Centrum Kultury Filmowej miałoby być utworzone przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w partnerstwie z gminą Łódź. Składałyby się na nią zasoby Muzeum Kinematografii, Centralnego Gabinetu Edukacji Filmowej i Łódzkiego Centrum Filmowego. Jej siedziba znalazłaby się w zrewitalizowanej elektrowni EC1.

- W rewitalizowanej EC1 realizowany jest nasz program funkcjonalny. W naszym budynku, według naszych wzorów remontowanym, miasto będzie mogło realizować swoje pomysły za zgodą partnera, czyli Fundacji Sztuki Świata - mówił Żydowicz. - Wciskanie tam na siłę narodowego centrum kultury filmowej jest brutalną, wulgarną propagandą. Prowadzenie rozmów na ten temat bez udziału partnera jest wysoko niepokojące. Z nami się nie rozmawia, podejmuje się za nas decyzje. Nikt ze mną nie rozmawia od października, kiedy zażądałem od pani prezydent prawa do wystąpienia na radzie miejskiej. My będziemy zmuszeni ostrzegać innych, by w Łodzi nie spotkało ich to, co spotkało Żydowicza i Franka Gehry'ego. Nie można tu liczyć na solidność władz. Niech nikt nie sądzi, że odwrócimy się na pięcie. Będziemy bronić swojego interesu. Jest realizowany proces eliminacji wszystkiego, co ma związek z Camerimage, z moją osobą, z Fundacją Sztuki Świata. Program funkcjonalno-użytkowy, projekt budowlany, starania o unijną dotację - te działania Fundacji Sztuki Świata zostały wycenione na 6 mln zł.

Miasto wydaje na nie swoje

O co chodzi? O ponadstuletni zabytkowy gmach przy ul. Targowej 1. W maju 2006 r. uchwałą Rady Miejskiej Fundacja Sztuki Świata Fundację założona przez amerykańskiego reżysera Davida Lyncha, biznesmena Andrzeja Walczaka z Grupy Atlas oraz Marka Żydowicza, dyrektora festiwalu filmowego Camerimage, kupiła EC1 z bonifikatą 99,9 proc. od 3 mln 982 tys. zł od ceny sprzedaży nieruchomości. Czyli za niecałe 4 tys. zł. Warunek: zabytek miał być wykorzystany na cele kulturalne, nie związane z działalnością zarobkową.

Po dwóch latach na skutek konfliktu z Żydowiczem z rady fundacji wycofał się Walczak. Za prezydenta Jerzego Kropiwnickiego miasto zapłaciło Fundacji Sztuk Świata zarządzanej przez Marka Żydowicza 54 tys. zł za opracowanie programu funkcjonalno-użytkowego, chociaż sfinansowanie go było obowiązkiem fundacji. W maju 2010 roku komisarz miasta pełniący obowiązki prezydenta Tomasz Sadzyński postanowił skorzystać z prawa odkupu zabytku od fundacji. "Ponieważ w ocenie pełniącego funkcję prezydenta Łodzi nie znajduje uzasadnienia wydatkowanie publicznych pieniędzy w przedsięwzięcia nie będące własnością miasta, skorzystał z możliwości odkupu EC 1 na takich samych warunkach finansowych, jak miasto je sprzedało" - napisał rzecznik prezydenta..

W grudniu 2011 r. fundacja Marka Żydowicza przegrała proces o odkupienie EC1. Sąd zobowiązał ją do oddania miastu zabytkowej elektrociepłowni. Ewentualnej rozprawy apelacyjnej jeszcze nie było.

Na ostatni kwartał tego roku władze zapowiadały odbiór zrewitalizowanych budynków elektrociepłowni EC1 przy ul. Targowej. Według szacunków sprzed dwóch lat modernizacja gmachów EC1 Wschód i EC1 Zachód wraz z otoczeniem miała kosztować 266 mln zł, z czego 48 proc. to wsparcie z Unii Europejskiej. Inwestycję prowadzi instytucja miejska EC1 Łódź Miasto Kultury. Tę instytucję w kwietniu 2008 roku utworzyło miasto z Fundacją Sztuki Świata, czyli Markiem Żydowiczem. Miasto w 2008 r. przeznaczyło na EC1 Łódź Miasto Kultury 6,5 mln zł, na rok 2009 zadeklarowało 3,5 mln, a na dwa kolejne lata nie mniej niż 1 mln zł. Fundacja miała co roku wpłacać 100 tys. zł - ale ich nie wpłacała.

Jak się pozbyć spółki z Żydowiczem?

Finał w sądzie znajdzie prawdopodobnie także przyszłość spółki Camerimage Łódź Center. Miasto utworzyło ją z dwiema fundacjami Żydowicza: Sztukami Świata i Tumultem. W lutym Żydowicz, który jest prezesem spółki, nie zgodził się na 10-krotne obniżenie wynagrodzenia (z 17 tys. brutto). Miasto chce się wycofać ze spółki Camerimage Łódź Center. Powołano ją, by stworzyła nowoczesne centrum festiwalowo-kongresowe na terenach należących do EC1, ale z pomysłu wyszły nici. Z marzeń o centrum została tylko spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, która cały czas generuje koszty. Dlatego miasto chce się jej pozbyć. Jednak nie jest to takie proste, bo władzę w spółce sprawuje Marek Żydowicz, a Łódź jest udziałowcem mniejszościowym. Dlatego magistrat zwołał nadzwyczajne walne zgromadzenie wspólników, by przeforsować trzy zmiany w spółce. Udało się powołać nowego przedstawiciela w radzie nadzorczej. Została nim Monika Kłeczek, radca prawny. Kolejne wnioski dotyczyły obniżenia pensji prezesa, która teraz wynosi ponad 17 tys. zł brutto, oraz wprowadzenia do spółki likwidatora, co wiązałoby się z rozpoczęciem procesu jej likwidacji. Jednak na to nie zgodził się Marek Żydowicz.

Prawdopodobnie sprawa trafi do sądu, który będzie musiał zdecydować o dalszych losach spółki.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, amk, mb, mf, jk, 13.03.2012
13mar/12

Nie będzie Centrum Kultury Filmowej bez zgody Żydowicza
Łukasz Kaczyński, Dziennik Łódzki


- Utworzenie Narodowego Centrum Kultury Filmowej na terenie EC-1 Wschód wymaga akceptacji Fundacji Sztuki Świata jako partnera miasta w realizacji projektu EC-1 Miasto Kultury - uważają Marek Żydowicz i zarząd Fundacji.

EC-1 Wschód w całości bowiem jest przeznaczone na cele powstania studia Davida Lyncha. Na konferencji prasowej odnieśli się do pomysłu władz Łodzi utworzenia na terenie EC-1 Wschód instytucji nazywanej potoczne filmowym odpowiednikiem Centrum Kopernik.

Jako lokalizację dla tego Narodowego Centrum Kultury Filmowej władze wskazują EC-1 Wschód, a podczas wizyty ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego w Łodzi prezydent Hanna Zdanowska i wiceprezydent Agnieszka Nowak zapewniły, że projekt NCKF nie koliduje ze studiem Davida Lyncha oraz że na terenie EC-1 Wschód są obszary, które można na ten projekt przeznaczyć.

Hanna Zdanowska oświadczyła też, że na wyposażenie NCKF miasto ma zarezerwowane 40 mln zł.

Innego zdania jest Marek Żydowicz, który twierdzi, że nie ma w EC-1 Wschód miejsca, które mogłoby posłużyć jako lokalizacja dla NCKF poza budynkiem przeznaczonym na studio Davida Lyncha, które stanowi część projektu EC-1 Łódź Miasto Kultury.

- Nie są w tej sprawie prowadzone żadne rozmowy ani z Zarządem Fundacji Sztuki Świata, ani z członkami Rady Fundacji w osobach Davida Lyncha i Marka Żydowicza - czytamy w oświadczeniu. - Mamy również nadzieję, że deklarowane przez Panią Prezydent Hannę Zdanowską środki na utworzenie Narodowego Centrum Kultury Filmowej nie są środkami, które w projekcie unijnym zostały przeznaczona na wyposażenie EC-1 Wschód oraz EC-1 Zachód. Zmiana ich przeznaczenia może skutkować utratą przyznanej dotacji unijnej.

Źródło: Dziennik Łódzki, Łukasz Kaczyński, 13.03.2012
1mar/12

Rewitalizacja EC1 opóźni się o pół roku
Katarzyna Chmielewska, Dziennik Łódzki


Realizacja przebudowy Nowego Centrum Łodzi nie idzie łatwo. Prace przy budowie dworca Fabrycznego posuwają się bardzo powoli, a problemy pojawiły się też na EC1.

Sroga zima i zły stan konstrukcji budynków zabytkowej elektrociepłowni EC1 spowodowały, że inwestycja jest opóźniona.

- Rewitalizacja EC1 Wschód opóźniona jest o trzy miesiące, a EC1 Zachód o pół roku. Trwają negocjacje z wykonawcami - mówi Paweł Żuromski, kierownik projektu EC1. - Główną przyczyna opóźnienia jest to, że konstrukcja budynków jest w dużo gorszym stanie niż przewidywano. Elementy północnej i południowej fasady budynku kotłowni należącego do EC1 Wschód trzeba było wymienić, a wiele innych konstrukcji wzmocnić - tłumaczy Żuromski.

Prace budowlane w kompleksie EC1 według pierwotnego planu miały się zakończyć we wrześniu tego roku. Prace wykończeniowe pod koniec roku 2013 r. Cały kompleks miał być oddany do użytku na początku 2014 r. Paweł Żuromski ma nadzieję, że inwestor nadrobi opóźnienia i budowa skończy się zgodnie z planem.

Źródło: Dziennik Łódzki, Katarzyna Chmielewska, 01.03.2012
27lut/12

Czy minister otworzy w Łodzi Narodowe Centrum Kultury Filmowej?
Łukasz Kaczyński, Dziennik Łódzki


Narodowe Centrum Kultury Filmowej - tak nazywa się nowa instytucja, którą w Nowym Centrum Łodzi chcą utworzyć władze miasta. Powstałaby na bazie zasobów Wytwórni Filmów Oświatowych, Łódzkiego Centrum Filmowego (magazynu kostiumów i scenografii, pozostałości po Wytwórni Filmów Fabularnych). Merytoryczne wsparcie zapewnić miałoby Muzeum Kinematografii. W poniedziałek władze Łodzi pokazały wizytującemu Łódź ministrowi kultury Bogdanowi Zdrojewskiemu projekt instytucji.

Czy minister powie: "Tak"?

- Powstanie jednej instytucji scalającej te słabsze, choć prestiżowe, uważam za właściwą drogę - mówił minister. - Rynek w Polsce jest jednak zbyt płaski, aby można było pozwolić na dublowanie się instytucji o podobnych funkcjach. Jeśli Centrum Kultury Filmowej będzie spełniało ten warunek, to jestem za jego powstaniem.

Nie ma jednak jeszcze pewności co czy CKF miałoby charakter instytucji narodowej.

- Jeśli taka instytucja swoimi zadaniami potwierdzi możliwość funkcjonowania pod auspicjami ministra, to ja nie odmawiam. Na obecnym etapie uważam, że Łódź jest świetnym adresem, aby taka silna instytucja filmowa tu powstała - tłumaczył Bogdan Zdrojewski.

Do około 10 maja władze miasta mają przedstawić ministrowi harmonogram prac nad projektem i pierwszy kosztorys.

A naszym sąsiadem... David Lynch?

Centrum Kultury Filmowej miałoby swą siedzibę najpewniej w Nowym Centrum Łodzi na terenie EC-1 Wschód.

- Nie wszystkie przestrzenie w EC-1 Wschód rozdysponowane zostały przez Marka Żydowicza i Davida Lyncha na planowane przez nich przedsięwzięcie - zapewnia prezydent Łodzi Hanna Zdanowska. - Została jeszcze przestrzeń, która nie naruszając ich pomysłu, jest jeszcze nie zagospodarowana.

- W każdym razie ta koncepcja nie narusza w żadnym stopniu koncepcji, jaką prezentuje Fundacja Sztuki Świata - dodaje wiceprezydent Agnieszka Nowak.

Nazwa ładna, lecz co w środku

Narodowe Centrum Kultury Filmowej miałoby zajmować się gromadzeniem i prezentowaniem dorobku polskich filmowców, analizowaniem "świata doświadczeń uczestników kultury mediów audiowizualnych", edukowaniem wszystkich pokoleń odbiorców.

Powstałyby w nim sale edukacyjne i warsztatowe oraz wystawiennicze. Dodatkowo miałoby powstać przy nim międzynarodowe czasopismo naukowe.

Spacerkiem po Łodzi

W poniedziałek jeszcze minister kultury odwiedzi Szkołę Filmową (zapowiedział, że otwarte przy niej Centrum Nowych Mediów zostanie w ciągu dwóch, trzech lat wyposażone), Akademię Muzyczną i Akademię Sztuk Pięknych. Zaś około godz. 17 minister weźmie udział w spotkaniu z łódzkim środowiskiem artystycznym w Filharmonii Łódzkiej.

Źródło: Dziennik Łódzki, Łukasz Kaczyński, 27.02.2012
27lut/12

W Łodzi ma powstać Narodowe Centrum Kultury Filmowej
irk, Gazeta Wyborcza Łódź


- Łódź nie może pozwolić sobie na zniknięcie z filmowej mapy Polski. Tutaj film ma duży, ważny adres - powiedział Bogdan Zdrojewski, minister kultury, o planie powstania w Łodzi Narodowego Centrum Kultury Filmowej.

W poniedziałek w Muzeum Kinematografii Bogdan Zdrojewski, prezydent Łodzi Hanna Zdanowska, marszałek województwa Witold Stępień i posłanka PO Iwona Śledzińska-Katarasińska przedstawili dziennikarzom projekt utworzenia w Łodzi Narodowego Centrum Kultury Filmowej. Instytucja miałaby zostać utworzona przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w partnerstwie z Miastem Łódź. Składałyby się na nią zasoby Muzeum Kinematografii, Centralnego Gabinetu Edukacji Filmowej i Łódzkiego Centrum Filmowego. Jej siedziba znalazłaby się w zrewitalizowanej elektrowni EC1.

- Polsce potrzebne są bardzo silne instytucje, które będą adresowały swoją aktywność do świata filmu i odbiorców filmu - powiedział Bogdan Zdrojewski, minister kultury. - Moim zadaniem jest rozpoczęcie budowania kilku adresów w Polsce. Wiemy, że takie miejsce powstanie w Warszawie przy ul. Chełmskiej w oparciu o Wytwórnię Filmów Dokumentalnych i Fabularnych. Bardzo się cieszę, że projekt alternatywnego, inaczej sformatowanego adresu powstaje także w Łodzi.

Narodowe Centrum Kultury Filmowej ma łączyć funkcje wystawiennicze, szkoleniowe i badawcze, korzystając z filmowych zasobów i potencjału łódzkich akademików. Część muzealna ma być odległa od tradycyjnych miejsc tego typu, w których obowiązują zasady: "nie dotykać eksponatów" i "jeden kierunek zwiedzania". Część edukacyjna opracowywałaby nowe formuły lekcji muzealnych i standardy edukacji medialnej. Ośrodek badawczy, redagujący międzynarodowe czasopismo naukowe, dokumentowałby relacje o powstawaniu filmów i opisywał mniej znane formy audiowizualne.

NCKF nie będzie produkował filmów. Minister kultury uważa, że najlepiej w tej dziedzinie sprawdzają się instytucje prywatne, potem regionalne, a na końcu narodowe. Dlatego jako wzorzec dla łódzkiego centrum minister podał włoskie i angielskie instytucje filmowe.

- Bazują one na instytucji klasycznie muzealnej, w której jest pokazywany cały dorobek sprzętowy i autorski oraz lokuje się funkcje edukacyjne. Mnie się to bardzo podoba - mówił Zdrojewski. - Jeżeli lokujemy instytucje tak, aby pokazywać, edukować i budować zainteresowanie filmem, to jest to właściwy kierunek. Uważam, że producenci w Polsce powinni być wyłącznie prywatni. Do tego zmierzamy.

Wbrew nazwie nie wiadomo, czy NCKF będzie instytucją o randze narodowej. Jak powiedziała wiceprezydent Nowak, dążą do tego władze Łodzi, choć ministerstwo nie do końca się z tym zgadza.

- Jeżeli w Łodzi będzie pomysł, żeby skomasować słabsze instytucje filmowe w jedną instytucje, która będzie mieć charakter regionalny i która potwierdzi swoimi zadaniami możliwość funkcjonowania pod auspicjami ministra, to ja nie odmawiam - tłumaczył Zdrojewski. - Patrzę na mapę Polski z punktu widzenia komplementarności usług. Polskie Centrum Kinematografii przy ul. Chełmskiej będzie filmowym Centrum Nauki Kopernik. Jeżeli taki sam odpowiednik powstanie w Łodzi, to musi to być komplementarne. Rynek jest za płytki, by powstało sześć Koperników.

O tym, ile pieniędzy będzie potrzebne do powołania i działania NCKF, na razie nie wiadomo. Hanna Zdanowska zdeklarowała wsparcie inicjatywy 40 mln zł, Witold Stępień - 4-5 mln zł.

- Łódź nie może pozwolić sobie na zniknięcie z mapy Polski - powiedział Zdrojewski. - Tutaj film ma duży, ważny adres. Projekt z punktu ideowego jest przygotowany bardzo dobrze, teraz trzeba policzyć, ile to będzie kosztowało. Do 10 maja prezydent Hanna Zdanowska i marszałek Witold Stępień wraz z osobami kierującymi łódzkimi instytucjami filmowymi mają przygotować harmonogram realizacyjny i koszty funkcjonowania tej instytucji. Wtedy zobaczymy, w jakim tempie można wszystko realizować - powiedział Zdrojewski.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, irk, 27.02.2012
14lut/12

Wielcy architekci projektują dla Łodzi. Bez umowy
Michał Frąk, Gazeta Wyborcza Łódź


Daniel Libeskind zaprojektował Bramę Miasta i Rynek Kobro w Nowym Centrum Łodzi. To trzeci światowej sławy architekt w projekcie NCŁ. Tak jak z Robem Krierem czy Frakiem Gehrym, miasto nie ma z nim umowy.

W lipcu 2011 r. prezydent Hanna Zdanowska poleciała do Mediolanu na spotkanie z Danielem Libeskindem. To urodzony w Łodzi wielki architekt, twórca m.in. projektu zagospodarowania pustki po World Trade Center w Nowym Jorku, Muzeum Żydowskiego w Berlinie i Imperial War Museum North w Manchesterze. W ostatniej "Polityce" w artykule "Dmuchana Łódź" Bianka Mikołajewska pisze, że Libeskind tworzy "master plan" dla 24 ha wokół dworca Łódź Fabryczna. W biurze rzecznika prezydenta Łodzi mówią, że miasto nic u znanego architekta nie zamawiało. - Łódź nie posiada żadnej umowy z biurem Daniela Libeskinda - informuje Marcin Masłowski, zastępca rzecznika prezydent Hanny Zdanowskiej.

Sprawdzamy, co i dla kogo rysuje Libeskind. - Zlecenia dla biura Daniela Libeskinda dokonała EC 1 Fundacja Łódzka - informuje Błażej Moder, pełnomocnik prezydenta miasta ds. NCŁ. Jej fundatorem jest Andrzej Walczak, współwłaściciel grupy Atlas - największej polskiej firmy produkującej chemię budowlaną. Mimo że nie ma umowy między magistratem a sławnym architektem, spod jego ręki wyszła już wstępna koncepcja projektu Bramy Miasta, Rynku Kobro i zagospodarowania Specjalnej Strefy Kultury. Zapłaciła za nią fundacja.

Libeskind to kolejny wielki architekt zaangażowany w NCŁ, z którym gminy nie wiąże żadna umowa. W 2007 roku, kiedy Rob Krier projektował plan przestrzenny dla NCŁ, zapłaciła mu Fundacja Sztuki Świata. Potem, kiedy do Łodzi przyjechał Frank Gehry, wynagrodzenie dostał od spółki Camerimage Łódź Center, która wszystkie pieniądze, jakie miała, dostała od miasta. Architekt o tym, że płaciła mu Łódź, dowiedział się dopiero po latach od prezydent Hanny Zdanowskiej. Wcześniej był przekonany, że zapłacił mu Marek Żydowicz, szef Camerimage. Teraz sytuacja się powtarza. Mimo że projekty powstają dla Łodzi, płaci za nie kto inny.

Pomysł z zamawianiem wielkich projektów nie przez magistrat, tylko przez spółki czy fundacje, już raz odbił się czkawką. Mimo wydanych blisko 6 milionów złotych z koncepcji Gehry'ego nic nie będzie. Konstrukcje prawne zastosowane tam do dziś budzą zdziwienie, a sprzątanie po CŁC będzie jeszcze długo trwało. Dlaczego, mimo tych nie najlepszych przecież doświadczeń, miasto nadal brnie w zamawianie projektów "naokoło".

- Nie nazwałbym tych doświadczeń nie najlepszymi. Plan Kriera nadal jest główną wytyczną urbanistyczną dla realizacji programu NCŁ. Za koncepcję centrum festiwalowo-kongresowego Gehry'ego miasto zapłaciło poprzez dokapitalizowanie spółki CŁC. Projekt nie jest realizowany ze względu na problemy organizacyjno-finansowe, a nie z powodu konfliktu z Frankiem Gehrym - przekonuje Moder. Układ z Libeskindem, w którym to Andrzej Walczak płaci za projekty dla Łodzi, można potraktować jako gest bogatego filantropa. Jednak wydaje się, że gdy w grę wchodzą duże pieniądze, a tak przecież będzie, miastu szczególnie powinno zależeć na przejrzystości. Tymczasem skazuje się na łaskę filantropa i nie każdy musi wierzyć, że biznesmen działa zupełnie bezinteresownie. Ponadto, choć to mało prawdopodobne, może zdarzyć się, że projekt architekta nie spodoba się łodzianom i radnym. Co wtedy? - Koncepcje Daniela Libeskinda nie są wiążące dla miasta. Jednakże zaangażowanie tej klasy autorytetu architektonicznego w projektowanie elementów NCŁ byłoby ze wszech miar pożądane - uważa Moder. Jednak jeśli efekt pracy się nie spodoba, kolejny wielki projekt wyląduje w koszu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, Michał Frąk, 13.02.2012
31sty/12

Spór o odkupienie EC1. Sąd pisze uzasadnienie wyroku
Anna Kołakowska, Gazeta Wyborcza Łódź


Prawnicy miasta i Fundacji Sztuki Świata poprosili o uzasadnienie wyroku, w którym sąd nakazał fundacji odsprzedać gminie Łódź zabytkową elektrownię EC1.

Wyrok zapadł pod koniec grudnia i - jak się dowiedzieliśmy w sądzie - jego uzasadnienie nie zostało jeszcze napisane. Od momentu dostarczenia tego dokumentu prawnicy obu stron będą mieli 21 dni na ewentualne skierowanie apelacji.

Wniosek o doręczenie uzasadnienia złożył nie tylko prawnik fundacji, która przegrała proces, lecz także miasta Łódź. - Z ostrożności procesowej - tłumaczy Marcin Masłowski, zastępca rzecznika Urzędu Miasta Łodzi. - Chcemy znać treść uzasadnienia, skoro wystąpiła o nie strona przeciwna.

Fundację Sztuki Świata założyli dyrektor festiwalu Camerimage Marek Żydowicz, amerykański reżyser David Lynch i Andrzej Walczak, biznesmen i architekt, współwłaściciel firmy Atlas. Niemal pięć lat temu kupiła ona od miasta teren z zabytkową elektrownią przy ul. Targowej 1/3 z upustem w wysokości 99,9 proc., czyli za niespełna 4 tys. zł. Cena była symboliczna, bo elektrownia miała być przeznaczona na "unikalne funkcje kulturalne". Umowa zakładała, że władze miasta zainwestują (pieniądze swoje i z Unii Europejskiej) w rewitalizację budynku, a fundacja sfinansuje wyposażenie. Miała tam urządzić centrum sztuk, studio filmowe Lyncha i bibliotekę.

W wyniku konfliktu między Markiem Żydowiczem a Andrzejem Walczakiem biznesmen odszedł z fundacji. W maju 2010 r. władze miasta ogłosiły, że korzystają z prawa odkupu i odbierają budynek. Jako powód podano niezgromadzenie przez fundację pieniędzy i brak gwarancji, że zagospodaruje ona budynek na cele kulturalne.

Fundacja nie zamierzała się pozbywać EC1, dlatego spór trafił do sądu. Prawnicy miasta przekonywali sąd, że gmina zagwarantowała sobie bezwarunkowe prawo odkupu budynku w ciągu pięciu lat od zawarcia umowy. Pełnomocnik fundacji twierdził z kolei, że z możliwości odkupienia elektrowni miasto mogłoby skorzystać tylko wtedy, gdyby fundacja chciała odsprzedać EC1 komu innemu.

Pod koniec grudnia sąd przyznał rację miastu i zobowiązał Fundację Sztuki Świata do zwrotu nieruchomości. Miasto ma oddać fundacji nieco powyżej 5 tys. zł - to kwota, jaką zapłaciła za EC1 i koszty zawarcia umowy.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, mf, 31.01.2012
25sty/12

Mniej kasy dla Żydowicza? 17 tys. na miesiąc to za dużo
mf, Gazeta Wyborcza Łódź


Miasto po raz kolejny spróbuje obniżyć wynagrodzenie Markowi Żydowiczowi, prezesowi spółki Camerimage Łódź Center. Ma dostawać 10 razy mniej pieniędzy.

30 stycznia na wniosek magistratu dojdzie do Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Wspólników spółki Camerimage Łódź Center. Miasto będzie próbowało obniżyć pensję jej prezesa - Marka Żydowicza. "Gazeta" dowiedziała się, że wynagrodzenie, które teraz wynosi ponad 17 tys. zł brutto ma zostać obniżone dziesięciokrotnie.

Firma CŁC została powołana w 2009 roku. Wspólnikami w niej są: magistrat, Fundacja Tumult i Fundacja Sztuki Świata. CŁC zostało powołane, by stworzyć Centrum Festiwalowo-Kongresowe na terenach EC1.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, mf, 25.01.2012
24sty/12

SSS:Łódź wycofała się z umowy z architektami z Niemiec
Marzena Bomanowska, Gazeta Wyborcza Łódź


Prezydent Hanna Zdanowska wycofała się z umowy z niemieckimi architektami, którzy mieli zaprojektować Specjalną Strefę Sztuki. Miejscy prawnicy uważają, że na tej podstawie miasto nie musi płacić ponad 6,6 mln zł zaległej zapłaty za część projektu.

Specjalna Strefa Sztuki miała być nowoczesnym muzeum i centrum edukacyjnym zaplanowanym w miejscu dawnych peronów dworca Łódź Fabryczna i jednym z głównych budynków Nowego Centrum Łodzi. Koszt inwestycji szacowano na blisko 380 mln zł. Magistrat deklarował, że da 96 mln zł, drugie tyle miał dołożyć samorząd województwa, a resztę dorzucić Unia Europejska.

Projektanta wyłoniono w międzynarodowym konkursie. Wygrała go niemiecka firma Moeller Architekten + Ingenieure, która zaproponowała monumentalną, szklaną rurę długości ponad 200 metrów. W październiku 2008 roku miasto podpisało z nią umowę na 37 mln zł. Kwota miała być zapłatą za projekt i nadzór autorski nad inwestycją.

Pod koniec maja 2010 roku Specjalna Strefa Sztuki dostała pozwolenie na budowę. We wrześniu urzędnicy pokwitowali odbiór projektu budowlanego od niemieckich architektów i powinni zapłacić im 10 mln zł wynagrodzenia. Ale faktury nie zapłacili. Dlaczego? Jeden z kilku podwykonawców (odpowiadał za instalację sanitarną i elektryczną w SSS) zaalarmował magistrat, że nie dostał od niemieckich architektów zapłaty i nie przekaże im praw autorskich do swojej części projektu. Ówczesny wiceprezydent Łodzi Łukasz Magin ogłosił, że w takim razie miasto nie będzie mogło korzystać z projektu SSS i wstrzymał wypłatę.

- Naszym zdaniem dokumentacja projektowa przekazana przez Moeller Architekten ma wadę prawną, która sprawia, że nie możemy się nią posługiwać - mówił Jacek Turczak, dyrektor Biura Prawnego Urzędu Miasta Łodzi.

Niemcy skierowali sprawę do sądu, a ten w październiku zdecydował, że miasto musi zapłacić zaległe wynagrodzenie. - Firma Moeller wykonała swoje zobowiązanie na tym etapie umowy. Zrobiła projekt budowlany, doprowadziła do jego zatwierdzenia poprzez uzyskanie pozwolenia na budowę, a projekt został protokolarnie odebrany przez zamawiającego - mówił sędzia Marek Kruszewski. - Miała więc prawo wystawić fakturę na kwotę, która stanowiła 35 procent wynagrodzenia za całość projektu. A gmina Łódź powinna zapłacić, bo żadne postanowienie umowy nie uzależniało wypłaty za tę część prac od przeniesienia praw autorskich.

Zgodnie z wyrokiem firma Moeller Architekten miała dostać dokładnie 6 618 754 zł i 10 gr, bo z żądanej kwoty sąd potrącił niemal 4 mln zł kary za opóźnienie w realizacji umowy.

Prawnicy miasta złożyli apelację. Chcą, aby sąd drugiej instancji oddalił pozew, bo już po wyroku pojawiła się nowa okoliczność. Pod koniec grudnia 2011 roku miasto odstąpiło od umowy z Moeller Architekten i - według pełnomocnika magistratu - w tej sytuacji nie musi płacić zaległej faktury.

Dlaczego miasto wycofało się z umowy? Z pisma wynika, że powód jest taki sam jak całego sporu - wykonawca nie usunął "wady prawnej dokumentacji projektowej", czyli nie przekazał praw autorskich do jej części.

Według reprezentującego niemiecką firmę Adama Paschke, odstąpienie od umowy nie jest skuteczne: - Projekt instalacji sanitarnej i elektrycznej nie jest utworem chronionym prawem autorskim. Nie ma więc podstaw, aby nie zapłacić zaległej faktury.

Prawnik Moeller Architekten także złożył apelację. Wnioskuje w niej, aby sąd drugiej instancji przyznał firmie całą kwotę, jakiej żądali Niemcy, bez potrąceń. Termin rozprawy apelacyjnej nie jest jeszcze znany.

Na wniosek prezydent Zdanowskiej SSS została już usunięta z wieloletniej prognozy finansowej Łodzi.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, Marzena Bomanowska, 24.01.2012
21sty/12

Camerimage Łódź Center: Zamieść, sprzątnąć, zapomnieć?
Michał Frąk, Gazeta Wyborcza Łódź


Miasto wydało na Camerimage Łódź Center blisko 6 mln zł. W zamian ma... wspaniałą, choć nierealną już chyba wizję i firmę generującą cały czas koszty, na którą nie ma wpływu.

Miało być tak pięknie. Za 600 mln zł miał powstać budynek, który z zewnątrz przypominałby wielki ekran projekcyjny, a nad nim górowałyby cztery wieże. Wewnątrz: sala teatralno-koncertowa z otwieranym dachem, ogromnym ekranem i widownią na trzy tysiące miejsc, sala "broadwayowska" dla spektakli muzycznych, cztery sale kinowe i przestrzeń wystawiennicza. Wszystko pod znakomitymi markami Davida Lyncha i Camerimage, a wykonane zgodnie z koncepcją stararchitekta Franka Gehrego. Mówiło się, że Łódź stanie się drugim Bilbao, gdzie Muzeum Guggenheima, też projektowane przez Gehrego, przyciągnęło tłumy turystów. Takie były marzenia i plany.

Do ich zrealizowania powołano spółkę Camerimage Łódź Center. Miasto dało pieniądze na jej funkcjonowanie, fundacja Tumult znak towarowy Camerimage, a Fundacja Sztuki Świata prawo do używania logo Davida Lyncha.

Wartość logo Camerimage wyliczono na 4 mln zł. Jak? Tego nikt nie wie. Nie zlecono żadnych niezależnych ekspertyz, które oszacowałyby jego wartość dla miasta.

Logo Davida Lyncha wyceniono na 2 mln zł. Jak? Tego też nie wiadomo.

Za to udziały Łodzi były jak najbardziej policzalne. Magistrat z publicznej kasy wyłożył łącznie blisko 6 mln zł. Przy tym zgodził się oddać władzę w spółce prywatnemu podmiotowi. Sprawuje ją do dziś prezes Marek Żydowicz, a magistrat nie ma w CŁC nic do powiedzenia. Taką umowę podpisał ówczesny wiceprezydent Łodzi Włodzimierz Tomaszewski.

6 mln zł wystarczyło powołanej w czerwcu 2009 spółce na niewiele ponad rok. Najwięcej wydała na koncepcję architektoniczną Franka Gehrego (kosztowała 4,9 mln zł). Kolejny milion poszedł na analizy, ekspertyzy, wyliczenia, delegacje i wynagrodzenia. Jak byli wybierani kontrahenci, którym de facto płaciła miejska kasa? Czy były przetargi bądź chociaż konkurs ofert? - O trybie wyboru kontrahentów decydował zarząd CŁC - słyszymy w magistracie.

Spółka w 2009 roku na pensje wydała 173 tys. zł. W 2010 było to już 336 tys. zł. Wynagrodzenie prezesa, czyli Marka Żydowicza, to ponad 17 tys. zł miesięcznie.

W październiku 2010 w firmie skończyły się pieniądze. Od tego momentu nie wypłaca pensji zarządowi i zaległości z tego tytułu narosły już do blisko 400 tys. zł.

Skoro firma nie realizuje swoich celów i nie ma pieniędzy, jaki jest sens jej utrzymywania? Miasto chce ją rozwiązać, bo generuje jedynie koszty. Ale nie może. W grudniu na walnym zgromadzeniu wspólników złożyło taki wniosek, ale nie zgodził się Marek Żydowicz, który - przypomnijmy - decyduje o losach spółki.

Dlaczego Żydowicz nie chce rozwiązania CŁC? - Spółka realizuje swoje cele. Zrobiła studium wykonalności. Pozyskała firmy, które deklarują wykonanie montażu finansowego dla 50 proc. całości inwestycji - mówi Żydowicz i dodaje. - To władze miejskie nie realizują zobowiązań, które na siebie przyjęły, wstępując do tej spółki. Bo zobowiązały się dostarczać odpowiednie materiały do realizacji celu.

Zdaniem Żydowicza istnienie spółki ma sens, bo nadal pracuje nad powołaniem Centrum Festiwalowo-Kongresowego. Tylko po co nam centrum bez festiwalu? - Jeżeli zaczniemy budować, festiwal wróci. Każdy o tym doskonale wie. Przygotowaliśmy program funkcjonalno-użytkowy i program merytoryczny, który będzie zapewniał funkcjonowanie tego obiektu przez 300 dni w roku - twierdzi Żydowicz.

"Gazeta" dowiedziała się, że pod koniec stycznia dojdzie do kolejnej próby zamknięcia spółki. Jeśli się nie uda, miasto najprawdopodobniej będzie próbowało wycofać się z wątpliwego interesu i skieruje sprawę do sądu. Tam proces może się toczyć nawet latami, a każdego miesiąca prezesowi naliczać się będzie wynagrodzenie. To później w części będzie musiał pokryć magistrat.

Kiedy Żydowicz zabierał z Łodzi Camerimage, miał wielu zwolenników. Dzisiaj już nie świeci takim blaskiem. Radni nie dają wiary temu, co mówi, jakby pamiętali radę prof. Andrzeja Jamiołkowskiego, rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w okresie, kiedy Żydowicz zabierał Camerimage z Torunia. - Doświadczenie uczy, że z panem Żydowiczem trzeba rozmawiać w obecności osób trzecich - mówił "Gazecie" rektor.

Grono osób popierających Żydowicza mocno się skurczyło. Otwiera je Włodzimierz Tomaszewski, który w imieniu miasta podpisywał z nim umowy. Co teraz się z nim dzieje? Czy magistrat ciąga go po sądach? Czy przygotowuje przeciw niemu pozwy? Nie. Tomaszewski jest prezesem jednej z miejskich spółek z pensją 17 272 zł miesięcznie.

Umiejętność wyjścia z nieudanej inwestycji jest bardzo ważna w biznesie. Czasem trzeba sobie powiedzieć prosto w oczy, że nie ma sensu tego dalej ciągnąć. To trudne, bo najczęściej wiąże się z akceptacją poniesionych strat. Tak jest ze spółką Camerimage Łódź Center. Nic dobrego z tego już nie będzie, więc dajmy sobie spokój z wizjami za 600 mln zł. I mimo że po spółce zostanie spalona ziemia, trzeba ten cały bałagan pozamiatać, sprzątnąć i jak najszybciej o nim zapomnieć.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, Michał Frąk, 21.01.2012
18sty/12

Kontrowersyjna uchwała w sprawie EC-1 Miasto Kultury
Łukasz Kaczyński, Dziennik Łódzki


Ponad 40 tys. złotych kosztowało miasto zamówienie opinii w prywatnej warszawskiej kancelarii, według której zmiana statutu Miejskiej Instytucji Kultury "EC-1 Miasto Kultury" jest możliwa bez zgody Fundacji Sztuki Świata, którą prowadzą David Lynch i Marek Żydowicz.

Opinia ta dotyczy projektu uchwały, która zmienia zatwierdzony w 2008 r. statut "EC-1 Miasto Kultury" i prawo powołania dyrektora tej instytucji przekazuje prezydentowi Łodzi na podstawie konkursu. Dotąd dyrektor wybierany był przez Fundację z kandydatów przez nią przedstawionych. Teraz Fundacja miałaby jedynie prawo opiniować dokonany wybór, ale wyrażona przez nią negatywna opinia nie wypływałaby na obsadzenie stanowiska.

Kto weźmie odpowiedzialność

W środę po południu na specjalnym wspólnym posiedzeniu radnych z Komisji Kultury, doraźnej komisji ds. Nowego Centrum Łodzi i Komisji Planu Przestrzennego, pomimo wielu zastrzeżeń dotyczących zgodności z prawem uchwały, pomimo konsekwencji, jakie może spowodować niezgodna z prawem uchwała, radni przegłosowali jej projekt i skierowali pod obrady Rady Miejskiej.

- Czy weźmie pan polityczną odpowiedzialność, jako najwyższy "stopniem" urzędnik w sali i jako podpisany pod tym projektem, za skutki, jakie uchwała ta może wywołać, jeśli sąd zdecyduje, że jest nieprawomocna? - pytał wiceprezydenta Marka Cieślaka przewodniczący Rady Miejskiej Tomasz Kacprzak. - Chcę uniknąć sytuacji, że odpowiedzialność spadnie potem na radnych.

Ani wiceprezydent Cieślak, ani wiceprezydent Agnieszka Nowak nie zdecydowali się przyjąć takiej odpowiedzialności.

Zagrożenie, które nie jest zagrożeniem

Marek Cieślak uzasadniał projekt uchwały potrzebą posiadania większej kontroli nad projektem rewitalizacji EC-1. Mówiąc, że projekt ten jest zagrożony, powoływał się m.in. na opóźnienia w planowym oddaniu inwestycji.

Dyrektor Miasta Kultury Adam Komorowski i Paweł Żurowski, kierownik projektu, tłumaczyli jednak, że przy tak dużym projekcie, w którym w grę wchodzi także rewitalizacja obiektów, pewne opóźnienia ze strony wykonawców są naturalne. Nie jest zresztą określona jeszcze wielkość opóźnienia, ale maksymalnie może ona wynieść sześć miesięcy, co na pewno nie jest dla EC-1 zagrożeniem. Dotyczą zresztą tylko części EC-1 Zachód. Prace w części EC-1 Wschód, na której ma powstać m.in. studio Davida Lyncha, przebiegają bez problemów.

Jak wyjaśnili, opóźnienie to spowodowane jest m.in. odkryciem kanału wentylacyjnego pod klinkierowym kominem. Jego usunięcie było niemożliwe, bo mogłoby zachwiać całym kominem, należało więc znaleźć inne rozwiązanie. Również metalowe konstrukcje budynków okazały się być w gorszym stanie niż zakładał to projekt, należało więc je wymienić.

Adam Komorowski przyniósł również na komisję cenną wiadomość, że projekt rewitalizacji EC-1 i nadania obszarowi nowych zadań kulturalnych uzyskał (po 2 latach oczekiwania!) prestiżową completion note ze strony JASPERS, inicjatywy zajmującej się udzielaniem pomocy w przygotowywaniu projektów wysokiej jakości, które kwalifikują się do otrzymania wsparcia z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej. Niemal w stu procentach jest to gwarancją pozyskania środków unijnych.

- To demagogia - skomentował uzasadnienie projektu uchwały Marek Żydowicz z Fundacji Sztuki Świata. - Uchwała ta ma służyć ograniczeniu naszej roli we wpływaniu na kształt projektu w przyszłości. Nie godzimy się na to. Nie możemy pozwolić, by pod brandem "David Lynch" produkowano filmy z pogrzebów.

Teraz projektem uchwały zajmie się Rada Miejska.

Źródło: Dziennik Łódzki, Łukasz Kaczyński, 18.01.2012
18sty/12

Marek Żydowicz straszy: Czarne chmury ściągają nad Łódź
Michał Frąk, Gazeta Wyborcza Łódź


Marek Żydowicz nie chce zmian w EC1 Miasto Kultury. Gra idzie o ogromne pieniądze. Budżet inwestycji to 274 mln zł.

Podczas wspólnego posiedzenie Komisji Kultury, Doraźnej Komisji ds. Nowego Centrum i Komisji Planu Przestrzennego radni mieli wydać opinię o propozycji zmiany statutu instytucji EC1 Miasto Kultury. Obecny na posiedzeniu Marek Żydowicz zaciekle bronił obecnego status quo.

EC1 Miasto Kultury to tzw. instytucja kultury. Została powołana do odrestaurowania zabytkowej elektrociepłownia przy ul. Targowej i stworzenia tam centrum kulturalnego. Największe emocje podczas posiedzenia wzbudziła sprawa sposobu powoływania dyrektora tej instytucji. Zgodnie ze statutem do tej pory mianował go prezydent Łodzi, ale z osób wskazanych przez Fundację Sztuki Świata Marka Żydowicza. Teraz miasto chce mieć pełną kontrolę nad tym, kto będzie dyrektorem. Stąd propozycja zmiany statutu. Marek Żydowicz uważa, że miasto nie ma prawa zmienić statutu. Powoływał się na opinię, jaką miał dostać z Ministerstwa Kultury, jednak jej nie przedstawił. Miasto pokazało ekspertyzę firmy Clifford Chance, która mówi zupełnie co innego. Zdaniem kancelarii można dokonać takiej zmiany.

Żydowicz ostrzegał radnych, by nie podnosili ręki za zmianami. - Wycofanie się miasta z wcześniejszych zapisów będzie skutkowało poważnymi konsekwencjami. Jeśli my z tego wyjdziemy, Łódź straci pieniądze - mówił. Bo jego zdaniem inwestycja o budżecie 274 mln zł może być kontynuowana tylko przy udziale jego fundacji.

Marek Cieślak, wiceprezydent Łodzi, tłumaczył: - My chcemy tylko móc wybierać dyrektora w drodze konkursu. Żydowicz zaproponował, żeby powołać dwóch dyrektorów. Osobnego do EC1 Wschód i EC1 Zachód. Cieślak poinformował radnych, że Fundacja Sztuk Świata nie wywiązuje się z zobowiązań. Zgodnie z umową z miastem powinna płacić co roku 100 tys. zł na EC1 Łódź Miasto Kultury, a zalega już ok. 240 tys. zł.

Po krótkiej przerwie doszło do głosowania. Większość radnych była za pozytywnym zaopiniowaniem projektu uchwały, która ma zmienić statut instytucji EC1 Miasto Kultury.

- Czarne chmury ściągają nad Łódź. Niefrasobliwość osób podnoszących rękę za tymi zmianami jest bardzo duża - komentował decyzję radnych Żydowicz. Ale pytany, czy wycofa się z instytucji EC1 Miasto Kultury, nie dał jednoznacznej odpowiedzi. Następna sesja rady miejskiej 25 stycznia - prawdopodobnie wtedy uchwała zostanie poddana pod głosowanie.

EC1 to zabytkowa elektrociepłownia przy ul. Targowej. Najstarszy budynek, tzw. hala maszyn, został zbudowany w 1906 r. W nowych obiektach zwanych EC1 Zachód powstaje interaktywne Centrum Nauki i Techniki. Ma być porównywalne do CNiT "Kopernik" w Warszawie, choć pieniędzy na jego wyposażenie jest trzy razy mniej (18 mln zł). EC1 Wschód miasto oddało w 2006 r. Fundacji Sztuk Świata, a w 2010 r. z powodu niedotrzymania przez fundację umowy Łódź postanowiła odkupić zabytek. Sąd przyznał racje miastu, ale wyrok nie jest prawomocny. W EC1 Wschód znajdą się m.in. planetarium i kino 3D z widownią na 140 osób, 69-metrowa wieża widowiskowa i Teatr Dźwięku.

KOMENTARZ

Marzena Bomanowska

Kolejne sprawy miasta z Markiem Żydowiczem kończą się w sądzie. Najpierw proces o prawo odkupu zabytkowej elektrociepłowni oddanej Fundacji Sztuk Świata za 4 tys. zł, bo miało tam powstać wspaniałe centrum. Wkrótce okazało się, że nawet za napisanie programu dla tego obiektu miasto musiało zapłacić fundacji Żydowicza.

Najprawdopodobniej finał w sądzie znajdzie plan, żeby rozwiązać spółkę Camerimage Łódź Center. Kosztowała już prawie 6 mln zł, a pensja Marka Żydowicza, prezesa spółki, jest rosnącym z każdym miesiącem długiem miasta.

I teraz jeszcze EC1 Miasto Kultury, którego szefa nadal chciałby wskazywać Marek Żydowicz, ale bez wywiązywania się z przewidzianej w umowie z miastem corocznej wpłaty 100 tys. zł, stanowiących ułamek kosztów utrzymania tej instytucji. Dużo kosztowały marzenia o Nowym Centrum Łodzi, zawarte w umowach niezabezpieczających interesów miasta. I dużo kosztuje zakończenie zawikłanych przez lata kwestii - ale nie ma innego wyjścia. Trzeba to w końcu uporządkować.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, Michał Frąk, 18.01.2012
15sty/12

Nowe Centrum Łodzi we mgle
Piotr Brzózka, Dziennik Łódzki


Łódź będzie zszywać stare centrum z nowym. Jakie jest to stare, każdy widzi. Gorzej z tym nowym, które tonie we mgle. A kiedy przyjrzeć się bliżej, można odnieść wrażenie, że Nowe Centrum Łodzi to kolos na glinianych nogach.

Teraz NCŁ jest głównie wizją. Wygląda na to, że przedsięwzięciu jako całości, brakuje solidnych podstaw biznesowych i prawnych. Chodzi między innymi o skomplikowane i czasochłonne kwestie własnościowe. Chodzi też o brak rozeznania, co się w nowym centrum może "sprzedać", a co nie.
Ubywa planowanych inwestycji autorstwa gwiazd, czyli głównych magnesów, które przyciągałyby kolejne przedsięwzięcia, a w przyszłości turystów, klientów, mieszkańców, pracowników.

Ponoć trwają prace nad tajemniczymi projektami, które mają zastąpić upadłe gwiazdy NCŁ - Specjalną Strefę Sztuki oraz Centrum Festiwalowo-Kongresowe. Ale jeśli są takie projekty, to rzeczywiście niezwykle tajemnicze.

Szczęście w nieszczęściu polega na tym, że miasto ma bardzo niewiele czasu, jeśli chce zdążyć na nowe rozdanie unijnych pieniędzy. Błażej Moder, pełnomocnik prezydenta Łodzi do spraw NCŁ mówi, że zostały na przygotowanie projektów i całej dokumentacji 2 lata. To dobrze, bo dość szybko będziemy wiedzieć, czy coś się w Łodzi uda, czy nie uda.

Miasto robi audyt prowadzonych i planowanych przedsięwzięć, sprawdzając ich podstawy prawne i finansowe, szacując przy okazji szanse i zagrożenia. Wyniki tych ważnych działań mają być znane w połowie roku.

Dawny szkic słynnego planisty Roba Kriera pozostaje podstawą planowania NCŁ, ale słyszymy, że wizja ta wymaga liftingu i dopasowania do realiów. Realiów, które - jeszcze raz należy podkreślić - dopiero są badane i definiowane.

Nad nowym dworcem wisi cień niepewności natury - można tak powiedzieć - politycznej. Dlatego dobrze, że w tym przypadku jest już umowa z wykonawcą...

Ziemia nasza, wasza, niczyja

Dotąd niewiele się o tym mówiło. Poważnym i całkiem realnym problemem, z którym przyjdzie się zmierzyć, jest własność gruntów. Kreślone śmiało wizje mogły sprawiać wrażenie, że miasto - bądź jego partnerzy - dysponują bądź mogą rychło dysponować całym obszarem 90 hektarów. Tak nie jest, ale jakoś tak się zdarzyło, że ten temat publicznie nie był dotąd mocno dyskutowany.

NCŁ to aż 542 nieruchomości. Jak dziś wygląda struktura własności na tym terenie? Gmina Łódź jest właścicielem 18 z 90 hektarów (188 nieruchomości). Kolejne 15 ha to własność gminy z wieczystymi użytkownikami (111 nieruchomości). Skarb Państwa ma ponad 5 hektarów i do tego jeszcze prawie 13 ha wraz z wieczystymi użytkownikami. Kilka hektarów to inne "mutacje" własności miasta i Skarbu Państwa, np. wraz z innymi współwłaścicielami, w trwałym zarządzie czy z dzierżawą. Jest też 8 działek o łącznej powierzchni prawie 2 hektarów, których właściciel nie jest ustalony.
Jednak największą część stanowią grunty należące do prywatnych właścicieli - to aż 22,1 hektara, czyli 25,5 procent powierzchni planowanego Centrum. Prywatnych nieruchomości jest 126, a więc własność jest mocno rozdrobniona.

Miasto rysując śmiałe wizje stoi przed problemem jak skłonić wszystkich prywatnych właścicieli, by zaakceptowali ideę Centrum i na jego potrzeby sprzedali działki, kamienice, firmy. Część z nich zapewne ulegnie magii wolnego rynku i zwietrzy w tym świetny interes. Część może nawet liczyć na ceny wykraczające poza średnie rynkowe.

Co z resztą? A jak ktoś ma placyk z solidnym barakiem i równie solidne postanowienie, że miejsca nie opuści? Miasto nie bardzo nawet może zastosować wariant siłowy. Metodą wywłaszczeń może ratować się w przypadku gruntów przeznaczonych pod budowę ulic, ale już nie terenów inwestycyjnych. To jeden problem, drugi to fakt, że dyskusja jest póki co akademicka. Bo - jak przyznają po cichu osoby dziś zajmujące się NCŁ w magistracie - dotąd miasto nie bardzo rozmawiało z właścicielami, więc nie bardzo ma wyobrażenie, jakie jest ich nastawienie do "tematu NCŁ". Pewne jest, że sprawy własnościowe mogą powodować tu i tam na obszarze - powtórzmy - 90 hektarów nawet wieloletnie opóźnienia.

Zresztą nie tylko o prywatnych właścicieli chodzi. Na terenie NCŁ nieruchomości mają między innymi miejskie spółki - Zakład Wodociągów oraz MPK. Póki są one miejskie, to pół biedy. Magistrat może się z nimi wymienić, choćby ziemią. Problem zacznie się w chwili ich prywatyzacji, a przynajmniej jeśli chodzi o ZWiK to całkiem realna i może nieodległa perspektywa. Z prywatnym właścicielem też się dogadać można, ale pewnie wyjdzie sporo drożej.

Wizja dobra rzecz...

Problem stanowić będzie kolej. Błażej Moder, odpowiadający w urzędzie miasta za program budowy Centrum uważa, że sporych problemów może nastręczyć prawo dotyczące własności gruntów. W czym rzecz? Otóż w świetle obowiązujących przepisów, kolej, której tory będą biegły kilka metrów pod ziemią, będzie również właścicielem ziemi nad torami, Ziemi, której nie da się kupić, ani wymienić na inną działkę.

Łatwo sobie wyobrazić skutki. Potencjalny inwestor, który chciałby w takim "kolejowym" miejscu coś wybudować, musiałby płacić kolosalne opłaty za prawo użytkowania gruntu, co radykalnie podniosłoby koszt inwestycji, zapewne czyniąc ją mało opłacalną.
Co zrobić z tym fantem? Wśród pomysłów, jakie udało nam się zasłyszeć, wymienia się stworzenie w tym miejscu... pasa zieleni. Taki łódzki Central Park - bo chyba tylko tak marketingowo można sprzedać opinii publicznej kawałek trawnika w najlepszym punkcie miasta. Park mógłby pozostać na wieki, mógłby ewentualnie zostać przeznaczony pod inwestycje po zmianie prawa.

Przypatrując się temu, co dzieje się wokół Centrum, można wyrobić sobie przekonanie, że miasto wciąż porusza się w mgle wizji zamiast wśród liczb i kwot, mimo, iż od formalnego rozpoczęcia programu minęły przeszło cztery lata.

Gołym okiem widać, że przedsięwzięciu brakuje ekonomicznych i prawnych podstaw. Mnóstwo pytań kończy się odpowiedzią: nie wiemy, nie mamy, za miesiąc, za pół roku, za dwa lata.

Ponoć nikt nie wie dokładnie, ile dotąd poszło pieniędzy na Centrum. O kwestii gruntów wspominaliśmy przed chwilą. To między innymi dlatego ratusz miał zlecić audyt projektów dotyczących NCŁ.

Audytorzy mają do przejrzenia projekty finansowane bądź współfinansowane przez miasto. Zbadana ma być budowa dworca podziemnego wraz z węzłem multimodalnym, przebudową układu drogowego, budową węzła przesiadkowego w okolicach ul. Węglowej. Kolejne przedmioty badania to projekt włączenia tunelu średnicowego do węzła multimodalnego, rewitalizacja poszczególnych części EC1 - Wschód, Zachód, Południowy-Wschód, Specjalna Strefa Sztuki oraz Centrum Festiwalowo-Kongresowe.

Audyt ma za cel analizę i ocenę stanu realizacji projektów, ocenę całego programu NCŁ jeśli chodzi o wykonalność i zagrożenia, m.in. w zakresie finansowania, zagadnień własnościowych, terminów, pomocy publicznej, zamówień publicznych, planowania przestrzennego.

Na wyniki audytu czekamy z niecierpliwością. Mogą być bardzo ciekawe...

Już teraz bez pomocy audytorów możemy przypomnieć, że projekty Specjalnej Strefy Sztuki oraz Centrum Festiwalowo-Kongresowego są nieaktualne. Oficjalnie - przełożone, ale jeśli miasto w dużym tempie myśli nad inwestycjami zdolnymi je zastąpić, to tamte można chyba spisać na straty. Chyba że stanie się tak, jak mówi prezydent Hanna Zdanowska - Specjalna Strefa Sztuki w jakiejś formie powstanie w Centrum, ale nie w tym miejscu gdzie była planowana.

Dlaczego te przedsięwzięcia nie wypaliły, to opowieść na odrębną publikację. Partnerzy zaangażowani w tę sprawę mogliby napisać zupełnie różne historie. W spory dotyczące Strefy oraz centrum festiwalowego wnikać nie będziemy. Nie będziemy nikomu przyznawać racji. Podkreślamy jedynie "efekt finalny" - żadnej z tych inwestycji w Łodzi nie będzie.

I znów abstrahując od szczegółów i kulis - szkoda. Były to przedsięwzięcia zdolne spełnić rolę silnego magnesu. Zwłaszcza, gdyby powstały jako ważna część wielkiej całości, czyli wraz z EC1 i z dworcem. Wszystko to dałoby efekt skali, efekt dużego, atrakcyjnego konceptu.

Można też było mieć nadzieję na "efekt Bilbao". Tym terminem określa się cud, jakim była zamiana prowincjonalnego hiszpańskiego Bilbao w superatrakcję ściągającą 2 miliony turystów rocznie. A wszystko za sprawą muzeum Guggenheima, otwartego w 1997 roku, a zaprojektowanego przez wielką gwiazdę światowej architektury, Franka Gehry'ego.

Nie jest to analogia przypadkowa, bo właśnie Gehry miał być projektantem centrum festiwalowego. Pod koniec 2009 r. przedstawił w Łodzi wstępną koncepcję obiektu szacowanego na 450 mln zł. Gehry sam przywoływał przykład Bilbao i swojego dzieła, dzięki któremu do hiszpańskiego miasta płynie strumień turystów i pieniędzy. Szkoda projektu, szkoda nazwiska Gehry. Szkoda też nazwiska Davida Lyncha - reżyser miał mieć w nowym centrum swoje studio. Nie będzie miał.

Dworzec dopiero rysują

Żeby nie było tak czarno - miasto pozyskało do współpracy inną światową sławę architektury z łódzkimi korzeniami - Daniela Libeskinda. Architekt pokazał już swoją wizję bramy do Centrum, przy czym pojęcie brama ma tu wymiar czysto symboliczny. Będzie to raczej kompleks futurystycznych budynków i konstrukcji. Brama miałaby stanąć w okolicach nowego dworca.

Czas na daty, terminy i kwoty. W pierwszej strefie Centrum, tej spełniającej funkcje publiczne, trochę będzie się działo już w roku 2012. Można liczyć, że ruszą roboty związane z budową dworca, choć jeszcze nie ciężkiego kalibru. Oczywiście nie mogą cieszyć takie szczegóły jak fakt, że najpierw zamknięto stary dworzec, powodując masę utrudnień dla łodzian, a dopiero potem projektuje się nowy obiekt. Tak, projekt nowego obiektu dopiero powstaje. Umowa z wykonawcą została podpisana w systemie "projektuj i buduj".

W budżecie Łodzi zapisano na ten rok 45 milionów zł na budowę węzła multimodalnego, a więc całego układu komunikacyjnego wokół dworca. Są też 72 miliony na trwającą rewitalizację EC1.

Osią całego przedsięwzięcia pozostaje niezmiennie nowy, podziemny dworzec. Gigantyczna inwestycja, warta 1,7 miliarda złotych. Patrząc wstecz można powiedzieć - na szczęście pozostaje. Bo wiele było w minionym roku zawirowań wokół łódzkiego dworca, żeby wspomnieć choćby perypetie z przetargiem. Sąd wykluczył z powodów formalnych faworyta, kolej zdecydowała się mimo to kontynuować konkurs, wybierając spośród pozostałych oferentów. To wydaje się etapem szczęśliwie zamkniętym.

Były jednak wydarzenia świeższe, które cień niepewności wciąż na sprawę jednak rzucają. Chodzi oczywiście o nowego ministra transportu Sławomira Nowaka i jego decyzję o zaprzestaniu budowy Kolei Dużych Prędkości, których dworzec miał być jednym z elementów. Od razu znaleźli się tacy, którzy zaczęli przekonywać, że budowa tak drogiego dworca jest w tej sytuacji absurdem. Sam minister Nowak w radiu obwieścił, że dworzec w takim kształcie to zbyt kosztowna inwestycja.

Tych, którym serce zamarło, szef resortu uspokoił, że dworzec budowany będzie. Szczęśliwie inwestycja rozpoczęła się jeszcze za urzędowania łódzkiego ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. Dość często można usłyszeć, że dziś jej losy potoczyłyby się inaczej.

Smutne są to rozważania, bo wskazują na czysto personalny podtekst decyzji dotyczących wielkich projektów i miliardowych sum. Tak czy inaczej, gwarantem dworca ma być między innym przeszło miliardowa umowa z wykonawcą, której zerwanie kosztowałoby krocie.

Wracając do Kolei Dużych Prędkości - wiele osób przekonuje, że dworzec podziemny to nie część KDP, lecz linii Warszawa-Łódź oraz kolei aglomeracyjnej, co wyklucza porażkę ambitnych zamierzeń. Potwierdzają to decyzje o budowie tunelu średnicowego właśnie dla kolei aglomeracyjnej. Budowę dworca pod ziemią uzasadniają też plany dotyczące NCŁ. Jeśli dworzec nie wylądowałby pod ziemią, nowe centrum nie miałoby szans powstać. Chyba, że wzdłuż torów...

Kto, co, za ile

Miasto zamówiło jeszcze jedną analizę i niezwykle ciekawe jest, co z niej wyniknie. Czy aby nie zburzy jej wynik dobrego samopoczucia budowniczych nowego centrum? Chodzi o analizę ekonomiczną zapotrzebowania na budynki w Centrum. Ile procent powierzchni powinny zająć budynki mieszkalne, ile biurowce, ile hotele, ile handel. Czy w ogóle opłaca się je budować?

Z 90 hektarów ponad 19 zajmie strefa publiczna. Będzie tu nowy, podziemny dworzec, a także poddany rewitalizacji kompleks EC1. Według planu Roba Kriera, na tym obszarze miały się też znaleźć Specjalna Strefa Sztuki oraz Centrum Festiwalowo-Kongresowe. Czy znajdą się tam wspomniane już dwa, tajemnicze "zastępcze" projekty? I czym one będą? Jeden będzie pewnie nowym, "miejskim" centrum festiwalowo-kongresowym, już bez udziału Marka Żydowicza i bez logo Camerimage.

Kolejne 70 hektarów Centrum będzie strefą komercyjną. To tereny leżące bardziej na wschód, w kierunku ul. Kopcińskiego. Dziś to prawie green field, gdyby nie fakt, że jakieś "stare miasto" tu istnieje. Tak czy inaczej, tu właśnie mają być wyznaczone strefy pod inwestycje. Prawdopodobnie nie cały teren będzie dzielony na parcele od razu, prawdopodobnie będzie to inwestycja "etapowana".

Firma doradcza ma wskazać, jakiego typu i ile budynków mogłoby się tu znaleźć. Oczywiście budynków postawionych przez prywatny kapitał. Zapewne wskazane więc będą biurowce, budynki mieszkalne, kompleksy handlowe, rozrywkowe, hotele. Wyniki tej analizy mogą być ciekawe, zwłaszcza że dziś Łódź wydaje się marnym miejscem na inwestycje w biura i mieszkania.

Deweloperzy zaklinają się, że to kryzys, że to minie. Może kryzys zawinił, może nie... A może po prostu Łódź jest miastem z ludnością o słabej sile nabywczej? Jakiś czas temu przewinęła się publicznie liczba 30 tysięcy mieszkań, które miałyby powstać na terenie Centrum. Abstrakcja. Oznaczałoby to, że w tym rejonie osiedli się 60 - 70, a może nawet 80 tysięcy ludzi. To prawie tyle, ile mieszka na Retkini, tyle ile mieszka w całych Pabianicach. Czy to znaczy, że ktoś zaplanuje postawić las mieszkalnych drapaczy chmur? Jakie te liczby rodzą skutki, choćby komunikacyjne?

Pomysł 30 tysięcy mieszkań należy włożyć między bajki również ze względów ekonomicznych. Nawet jeśli nie myślimy o tych inwestycjach w perspektywie krótkofalowej, doprawdy trudno uwierzyć, że za kilkanaście lat sytuacja ekonomiczna łodzian zmieni się aż tak radykalnie, by masowo zaczęli kupować drogie mieszkania. Bo nie ma najmniejszych wątpliwości, że w takim miejscu będą drogie.

Stare z nowym

Wracając do wątku wspomnianego na samym początku, a więc zszywania nowego miasta ze starym. W grudniu ubiegłego roku pokazano wyniki miesięcznych warsztatów "w tym temacie". Najlepiej oceniono pracę zespołu z Warszawy, który zaproponował między innymi przesunięcie wyjścia z podziemnego dworca w kierunku ulicy Piotrkowskiej, oczywiście bez przesady. Na powierzchnię pasażerowie wydostawaliby się w pobliżu Łódzkiego Domu Kultury. Są też w tej wizji nowe budynki, między innymi odtwarzające zburzoną pierzeję ul. Narutowicza, jest zieleń, są nowe place.

Architekt miasta Marek Janiak, choć ogólnie chwalił, powiedział uczestnikom warsztatów znamienną rzecz - nie udało się znaleźć "wspólnego języka" między planem miejscowym, a nową kreacją architektoniczną.

Od Marka Janiaka dużo będzie zależeć, jeśli chodzi o Nowe Centrum Łodzi. W magistracie mówi się, że jest on w kwestiach planistycznych liberałem. Dlatego można mieć nadzieję, że zamiast arbitralnie ustawiać na planie gigantyczne obiekty, projekty zawierzą realnym siłom rynkowym. Że będzie to budowa naturalnego miasta, nowego, ale będącego częścią starego. Że nie czeka nas inwestycja w duchu północnokoreańskim.

Oby tylko za 2 lata nie okazało się, że nie ma już co planować. Podobno czarny scenariusz jest niemożliwy. Naprawdę?

Źródło: Dziennik Łódzki, Piotr Brzózka, 15.01.2012