25sty/12

Mniej kasy dla Żydowicza? 17 tys. na miesiąc to za dużo
mf, Gazeta Wyborcza Łódź


Miasto po raz kolejny spróbuje obniżyć wynagrodzenie Markowi Żydowiczowi, prezesowi spółki Camerimage Łódź Center. Ma dostawać 10 razy mniej pieniędzy.

30 stycznia na wniosek magistratu dojdzie do Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Wspólników spółki Camerimage Łódź Center. Miasto będzie próbowało obniżyć pensję jej prezesa - Marka Żydowicza. "Gazeta" dowiedziała się, że wynagrodzenie, które teraz wynosi ponad 17 tys. zł brutto ma zostać obniżone dziesięciokrotnie.

Firma CŁC została powołana w 2009 roku. Wspólnikami w niej są: magistrat, Fundacja Tumult i Fundacja Sztuki Świata. CŁC zostało powołane, by stworzyć Centrum Festiwalowo-Kongresowe na terenach EC1.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, mf, 25.01.2012
24sty/12

SSS:Łódź wycofała się z umowy z architektami z Niemiec
Marzena Bomanowska, Gazeta Wyborcza Łódź


Prezydent Hanna Zdanowska wycofała się z umowy z niemieckimi architektami, którzy mieli zaprojektować Specjalną Strefę Sztuki. Miejscy prawnicy uważają, że na tej podstawie miasto nie musi płacić ponad 6,6 mln zł zaległej zapłaty za część projektu.

Specjalna Strefa Sztuki miała być nowoczesnym muzeum i centrum edukacyjnym zaplanowanym w miejscu dawnych peronów dworca Łódź Fabryczna i jednym z głównych budynków Nowego Centrum Łodzi. Koszt inwestycji szacowano na blisko 380 mln zł. Magistrat deklarował, że da 96 mln zł, drugie tyle miał dołożyć samorząd województwa, a resztę dorzucić Unia Europejska.

Projektanta wyłoniono w międzynarodowym konkursie. Wygrała go niemiecka firma Moeller Architekten + Ingenieure, która zaproponowała monumentalną, szklaną rurę długości ponad 200 metrów. W październiku 2008 roku miasto podpisało z nią umowę na 37 mln zł. Kwota miała być zapłatą za projekt i nadzór autorski nad inwestycją.

Pod koniec maja 2010 roku Specjalna Strefa Sztuki dostała pozwolenie na budowę. We wrześniu urzędnicy pokwitowali odbiór projektu budowlanego od niemieckich architektów i powinni zapłacić im 10 mln zł wynagrodzenia. Ale faktury nie zapłacili. Dlaczego? Jeden z kilku podwykonawców (odpowiadał za instalację sanitarną i elektryczną w SSS) zaalarmował magistrat, że nie dostał od niemieckich architektów zapłaty i nie przekaże im praw autorskich do swojej części projektu. Ówczesny wiceprezydent Łodzi Łukasz Magin ogłosił, że w takim razie miasto nie będzie mogło korzystać z projektu SSS i wstrzymał wypłatę.

- Naszym zdaniem dokumentacja projektowa przekazana przez Moeller Architekten ma wadę prawną, która sprawia, że nie możemy się nią posługiwać - mówił Jacek Turczak, dyrektor Biura Prawnego Urzędu Miasta Łodzi.

Niemcy skierowali sprawę do sądu, a ten w październiku zdecydował, że miasto musi zapłacić zaległe wynagrodzenie. - Firma Moeller wykonała swoje zobowiązanie na tym etapie umowy. Zrobiła projekt budowlany, doprowadziła do jego zatwierdzenia poprzez uzyskanie pozwolenia na budowę, a projekt został protokolarnie odebrany przez zamawiającego - mówił sędzia Marek Kruszewski. - Miała więc prawo wystawić fakturę na kwotę, która stanowiła 35 procent wynagrodzenia za całość projektu. A gmina Łódź powinna zapłacić, bo żadne postanowienie umowy nie uzależniało wypłaty za tę część prac od przeniesienia praw autorskich.

Zgodnie z wyrokiem firma Moeller Architekten miała dostać dokładnie 6 618 754 zł i 10 gr, bo z żądanej kwoty sąd potrącił niemal 4 mln zł kary za opóźnienie w realizacji umowy.

Prawnicy miasta złożyli apelację. Chcą, aby sąd drugiej instancji oddalił pozew, bo już po wyroku pojawiła się nowa okoliczność. Pod koniec grudnia 2011 roku miasto odstąpiło od umowy z Moeller Architekten i - według pełnomocnika magistratu - w tej sytuacji nie musi płacić zaległej faktury.

Dlaczego miasto wycofało się z umowy? Z pisma wynika, że powód jest taki sam jak całego sporu - wykonawca nie usunął "wady prawnej dokumentacji projektowej", czyli nie przekazał praw autorskich do jej części.

Według reprezentującego niemiecką firmę Adama Paschke, odstąpienie od umowy nie jest skuteczne: - Projekt instalacji sanitarnej i elektrycznej nie jest utworem chronionym prawem autorskim. Nie ma więc podstaw, aby nie zapłacić zaległej faktury.

Prawnik Moeller Architekten także złożył apelację. Wnioskuje w niej, aby sąd drugiej instancji przyznał firmie całą kwotę, jakiej żądali Niemcy, bez potrąceń. Termin rozprawy apelacyjnej nie jest jeszcze znany.

Na wniosek prezydent Zdanowskiej SSS została już usunięta z wieloletniej prognozy finansowej Łodzi.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, Marzena Bomanowska, 24.01.2012
21sty/12

Camerimage Łódź Center: Zamieść, sprzątnąć, zapomnieć?
Michał Frąk, Gazeta Wyborcza Łódź


Miasto wydało na Camerimage Łódź Center blisko 6 mln zł. W zamian ma... wspaniałą, choć nierealną już chyba wizję i firmę generującą cały czas koszty, na którą nie ma wpływu.

Miało być tak pięknie. Za 600 mln zł miał powstać budynek, który z zewnątrz przypominałby wielki ekran projekcyjny, a nad nim górowałyby cztery wieże. Wewnątrz: sala teatralno-koncertowa z otwieranym dachem, ogromnym ekranem i widownią na trzy tysiące miejsc, sala "broadwayowska" dla spektakli muzycznych, cztery sale kinowe i przestrzeń wystawiennicza. Wszystko pod znakomitymi markami Davida Lyncha i Camerimage, a wykonane zgodnie z koncepcją stararchitekta Franka Gehrego. Mówiło się, że Łódź stanie się drugim Bilbao, gdzie Muzeum Guggenheima, też projektowane przez Gehrego, przyciągnęło tłumy turystów. Takie były marzenia i plany.

Do ich zrealizowania powołano spółkę Camerimage Łódź Center. Miasto dało pieniądze na jej funkcjonowanie, fundacja Tumult znak towarowy Camerimage, a Fundacja Sztuki Świata prawo do używania logo Davida Lyncha.

Wartość logo Camerimage wyliczono na 4 mln zł. Jak? Tego nikt nie wie. Nie zlecono żadnych niezależnych ekspertyz, które oszacowałyby jego wartość dla miasta.

Logo Davida Lyncha wyceniono na 2 mln zł. Jak? Tego też nie wiadomo.

Za to udziały Łodzi były jak najbardziej policzalne. Magistrat z publicznej kasy wyłożył łącznie blisko 6 mln zł. Przy tym zgodził się oddać władzę w spółce prywatnemu podmiotowi. Sprawuje ją do dziś prezes Marek Żydowicz, a magistrat nie ma w CŁC nic do powiedzenia. Taką umowę podpisał ówczesny wiceprezydent Łodzi Włodzimierz Tomaszewski.

6 mln zł wystarczyło powołanej w czerwcu 2009 spółce na niewiele ponad rok. Najwięcej wydała na koncepcję architektoniczną Franka Gehrego (kosztowała 4,9 mln zł). Kolejny milion poszedł na analizy, ekspertyzy, wyliczenia, delegacje i wynagrodzenia. Jak byli wybierani kontrahenci, którym de facto płaciła miejska kasa? Czy były przetargi bądź chociaż konkurs ofert? - O trybie wyboru kontrahentów decydował zarząd CŁC - słyszymy w magistracie.

Spółka w 2009 roku na pensje wydała 173 tys. zł. W 2010 było to już 336 tys. zł. Wynagrodzenie prezesa, czyli Marka Żydowicza, to ponad 17 tys. zł miesięcznie.

W październiku 2010 w firmie skończyły się pieniądze. Od tego momentu nie wypłaca pensji zarządowi i zaległości z tego tytułu narosły już do blisko 400 tys. zł.

Skoro firma nie realizuje swoich celów i nie ma pieniędzy, jaki jest sens jej utrzymywania? Miasto chce ją rozwiązać, bo generuje jedynie koszty. Ale nie może. W grudniu na walnym zgromadzeniu wspólników złożyło taki wniosek, ale nie zgodził się Marek Żydowicz, który - przypomnijmy - decyduje o losach spółki.

Dlaczego Żydowicz nie chce rozwiązania CŁC? - Spółka realizuje swoje cele. Zrobiła studium wykonalności. Pozyskała firmy, które deklarują wykonanie montażu finansowego dla 50 proc. całości inwestycji - mówi Żydowicz i dodaje. - To władze miejskie nie realizują zobowiązań, które na siebie przyjęły, wstępując do tej spółki. Bo zobowiązały się dostarczać odpowiednie materiały do realizacji celu.

Zdaniem Żydowicza istnienie spółki ma sens, bo nadal pracuje nad powołaniem Centrum Festiwalowo-Kongresowego. Tylko po co nam centrum bez festiwalu? - Jeżeli zaczniemy budować, festiwal wróci. Każdy o tym doskonale wie. Przygotowaliśmy program funkcjonalno-użytkowy i program merytoryczny, który będzie zapewniał funkcjonowanie tego obiektu przez 300 dni w roku - twierdzi Żydowicz.

"Gazeta" dowiedziała się, że pod koniec stycznia dojdzie do kolejnej próby zamknięcia spółki. Jeśli się nie uda, miasto najprawdopodobniej będzie próbowało wycofać się z wątpliwego interesu i skieruje sprawę do sądu. Tam proces może się toczyć nawet latami, a każdego miesiąca prezesowi naliczać się będzie wynagrodzenie. To później w części będzie musiał pokryć magistrat.

Kiedy Żydowicz zabierał z Łodzi Camerimage, miał wielu zwolenników. Dzisiaj już nie świeci takim blaskiem. Radni nie dają wiary temu, co mówi, jakby pamiętali radę prof. Andrzeja Jamiołkowskiego, rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w okresie, kiedy Żydowicz zabierał Camerimage z Torunia. - Doświadczenie uczy, że z panem Żydowiczem trzeba rozmawiać w obecności osób trzecich - mówił "Gazecie" rektor.

Grono osób popierających Żydowicza mocno się skurczyło. Otwiera je Włodzimierz Tomaszewski, który w imieniu miasta podpisywał z nim umowy. Co teraz się z nim dzieje? Czy magistrat ciąga go po sądach? Czy przygotowuje przeciw niemu pozwy? Nie. Tomaszewski jest prezesem jednej z miejskich spółek z pensją 17 272 zł miesięcznie.

Umiejętność wyjścia z nieudanej inwestycji jest bardzo ważna w biznesie. Czasem trzeba sobie powiedzieć prosto w oczy, że nie ma sensu tego dalej ciągnąć. To trudne, bo najczęściej wiąże się z akceptacją poniesionych strat. Tak jest ze spółką Camerimage Łódź Center. Nic dobrego z tego już nie będzie, więc dajmy sobie spokój z wizjami za 600 mln zł. I mimo że po spółce zostanie spalona ziemia, trzeba ten cały bałagan pozamiatać, sprzątnąć i jak najszybciej o nim zapomnieć.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, Michał Frąk, 21.01.2012
18sty/12

Kontrowersyjna uchwała w sprawie EC-1 Miasto Kultury
Łukasz Kaczyński, Dziennik Łódzki


Ponad 40 tys. złotych kosztowało miasto zamówienie opinii w prywatnej warszawskiej kancelarii, według której zmiana statutu Miejskiej Instytucji Kultury "EC-1 Miasto Kultury" jest możliwa bez zgody Fundacji Sztuki Świata, którą prowadzą David Lynch i Marek Żydowicz.

Opinia ta dotyczy projektu uchwały, która zmienia zatwierdzony w 2008 r. statut "EC-1 Miasto Kultury" i prawo powołania dyrektora tej instytucji przekazuje prezydentowi Łodzi na podstawie konkursu. Dotąd dyrektor wybierany był przez Fundację z kandydatów przez nią przedstawionych. Teraz Fundacja miałaby jedynie prawo opiniować dokonany wybór, ale wyrażona przez nią negatywna opinia nie wypływałaby na obsadzenie stanowiska.

Kto weźmie odpowiedzialność

W środę po południu na specjalnym wspólnym posiedzeniu radnych z Komisji Kultury, doraźnej komisji ds. Nowego Centrum Łodzi i Komisji Planu Przestrzennego, pomimo wielu zastrzeżeń dotyczących zgodności z prawem uchwały, pomimo konsekwencji, jakie może spowodować niezgodna z prawem uchwała, radni przegłosowali jej projekt i skierowali pod obrady Rady Miejskiej.

- Czy weźmie pan polityczną odpowiedzialność, jako najwyższy "stopniem" urzędnik w sali i jako podpisany pod tym projektem, za skutki, jakie uchwała ta może wywołać, jeśli sąd zdecyduje, że jest nieprawomocna? - pytał wiceprezydenta Marka Cieślaka przewodniczący Rady Miejskiej Tomasz Kacprzak. - Chcę uniknąć sytuacji, że odpowiedzialność spadnie potem na radnych.

Ani wiceprezydent Cieślak, ani wiceprezydent Agnieszka Nowak nie zdecydowali się przyjąć takiej odpowiedzialności.

Zagrożenie, które nie jest zagrożeniem

Marek Cieślak uzasadniał projekt uchwały potrzebą posiadania większej kontroli nad projektem rewitalizacji EC-1. Mówiąc, że projekt ten jest zagrożony, powoływał się m.in. na opóźnienia w planowym oddaniu inwestycji.

Dyrektor Miasta Kultury Adam Komorowski i Paweł Żurowski, kierownik projektu, tłumaczyli jednak, że przy tak dużym projekcie, w którym w grę wchodzi także rewitalizacja obiektów, pewne opóźnienia ze strony wykonawców są naturalne. Nie jest zresztą określona jeszcze wielkość opóźnienia, ale maksymalnie może ona wynieść sześć miesięcy, co na pewno nie jest dla EC-1 zagrożeniem. Dotyczą zresztą tylko części EC-1 Zachód. Prace w części EC-1 Wschód, na której ma powstać m.in. studio Davida Lyncha, przebiegają bez problemów.

Jak wyjaśnili, opóźnienie to spowodowane jest m.in. odkryciem kanału wentylacyjnego pod klinkierowym kominem. Jego usunięcie było niemożliwe, bo mogłoby zachwiać całym kominem, należało więc znaleźć inne rozwiązanie. Również metalowe konstrukcje budynków okazały się być w gorszym stanie niż zakładał to projekt, należało więc je wymienić.

Adam Komorowski przyniósł również na komisję cenną wiadomość, że projekt rewitalizacji EC-1 i nadania obszarowi nowych zadań kulturalnych uzyskał (po 2 latach oczekiwania!) prestiżową completion note ze strony JASPERS, inicjatywy zajmującej się udzielaniem pomocy w przygotowywaniu projektów wysokiej jakości, które kwalifikują się do otrzymania wsparcia z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej. Niemal w stu procentach jest to gwarancją pozyskania środków unijnych.

- To demagogia - skomentował uzasadnienie projektu uchwały Marek Żydowicz z Fundacji Sztuki Świata. - Uchwała ta ma służyć ograniczeniu naszej roli we wpływaniu na kształt projektu w przyszłości. Nie godzimy się na to. Nie możemy pozwolić, by pod brandem "David Lynch" produkowano filmy z pogrzebów.

Teraz projektem uchwały zajmie się Rada Miejska.

Źródło: Dziennik Łódzki, Łukasz Kaczyński, 18.01.2012
18sty/12

Marek Żydowicz straszy: Czarne chmury ściągają nad Łódź
Michał Frąk, Gazeta Wyborcza Łódź


Marek Żydowicz nie chce zmian w EC1 Miasto Kultury. Gra idzie o ogromne pieniądze. Budżet inwestycji to 274 mln zł.

Podczas wspólnego posiedzenie Komisji Kultury, Doraźnej Komisji ds. Nowego Centrum i Komisji Planu Przestrzennego radni mieli wydać opinię o propozycji zmiany statutu instytucji EC1 Miasto Kultury. Obecny na posiedzeniu Marek Żydowicz zaciekle bronił obecnego status quo.

EC1 Miasto Kultury to tzw. instytucja kultury. Została powołana do odrestaurowania zabytkowej elektrociepłownia przy ul. Targowej i stworzenia tam centrum kulturalnego. Największe emocje podczas posiedzenia wzbudziła sprawa sposobu powoływania dyrektora tej instytucji. Zgodnie ze statutem do tej pory mianował go prezydent Łodzi, ale z osób wskazanych przez Fundację Sztuki Świata Marka Żydowicza. Teraz miasto chce mieć pełną kontrolę nad tym, kto będzie dyrektorem. Stąd propozycja zmiany statutu. Marek Żydowicz uważa, że miasto nie ma prawa zmienić statutu. Powoływał się na opinię, jaką miał dostać z Ministerstwa Kultury, jednak jej nie przedstawił. Miasto pokazało ekspertyzę firmy Clifford Chance, która mówi zupełnie co innego. Zdaniem kancelarii można dokonać takiej zmiany.

Żydowicz ostrzegał radnych, by nie podnosili ręki za zmianami. - Wycofanie się miasta z wcześniejszych zapisów będzie skutkowało poważnymi konsekwencjami. Jeśli my z tego wyjdziemy, Łódź straci pieniądze - mówił. Bo jego zdaniem inwestycja o budżecie 274 mln zł może być kontynuowana tylko przy udziale jego fundacji.

Marek Cieślak, wiceprezydent Łodzi, tłumaczył: - My chcemy tylko móc wybierać dyrektora w drodze konkursu. Żydowicz zaproponował, żeby powołać dwóch dyrektorów. Osobnego do EC1 Wschód i EC1 Zachód. Cieślak poinformował radnych, że Fundacja Sztuk Świata nie wywiązuje się z zobowiązań. Zgodnie z umową z miastem powinna płacić co roku 100 tys. zł na EC1 Łódź Miasto Kultury, a zalega już ok. 240 tys. zł.

Po krótkiej przerwie doszło do głosowania. Większość radnych była za pozytywnym zaopiniowaniem projektu uchwały, która ma zmienić statut instytucji EC1 Miasto Kultury.

- Czarne chmury ściągają nad Łódź. Niefrasobliwość osób podnoszących rękę za tymi zmianami jest bardzo duża - komentował decyzję radnych Żydowicz. Ale pytany, czy wycofa się z instytucji EC1 Miasto Kultury, nie dał jednoznacznej odpowiedzi. Następna sesja rady miejskiej 25 stycznia - prawdopodobnie wtedy uchwała zostanie poddana pod głosowanie.

EC1 to zabytkowa elektrociepłownia przy ul. Targowej. Najstarszy budynek, tzw. hala maszyn, został zbudowany w 1906 r. W nowych obiektach zwanych EC1 Zachód powstaje interaktywne Centrum Nauki i Techniki. Ma być porównywalne do CNiT "Kopernik" w Warszawie, choć pieniędzy na jego wyposażenie jest trzy razy mniej (18 mln zł). EC1 Wschód miasto oddało w 2006 r. Fundacji Sztuk Świata, a w 2010 r. z powodu niedotrzymania przez fundację umowy Łódź postanowiła odkupić zabytek. Sąd przyznał racje miastu, ale wyrok nie jest prawomocny. W EC1 Wschód znajdą się m.in. planetarium i kino 3D z widownią na 140 osób, 69-metrowa wieża widowiskowa i Teatr Dźwięku.

KOMENTARZ

Marzena Bomanowska

Kolejne sprawy miasta z Markiem Żydowiczem kończą się w sądzie. Najpierw proces o prawo odkupu zabytkowej elektrociepłowni oddanej Fundacji Sztuk Świata za 4 tys. zł, bo miało tam powstać wspaniałe centrum. Wkrótce okazało się, że nawet za napisanie programu dla tego obiektu miasto musiało zapłacić fundacji Żydowicza.

Najprawdopodobniej finał w sądzie znajdzie plan, żeby rozwiązać spółkę Camerimage Łódź Center. Kosztowała już prawie 6 mln zł, a pensja Marka Żydowicza, prezesa spółki, jest rosnącym z każdym miesiącem długiem miasta.

I teraz jeszcze EC1 Miasto Kultury, którego szefa nadal chciałby wskazywać Marek Żydowicz, ale bez wywiązywania się z przewidzianej w umowie z miastem corocznej wpłaty 100 tys. zł, stanowiących ułamek kosztów utrzymania tej instytucji. Dużo kosztowały marzenia o Nowym Centrum Łodzi, zawarte w umowach niezabezpieczających interesów miasta. I dużo kosztuje zakończenie zawikłanych przez lata kwestii - ale nie ma innego wyjścia. Trzeba to w końcu uporządkować.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, Michał Frąk, 18.01.2012
15sty/12

Nowe Centrum Łodzi we mgle
Piotr Brzózka, Dziennik Łódzki


Łódź będzie zszywać stare centrum z nowym. Jakie jest to stare, każdy widzi. Gorzej z tym nowym, które tonie we mgle. A kiedy przyjrzeć się bliżej, można odnieść wrażenie, że Nowe Centrum Łodzi to kolos na glinianych nogach.

Teraz NCŁ jest głównie wizją. Wygląda na to, że przedsięwzięciu jako całości, brakuje solidnych podstaw biznesowych i prawnych. Chodzi między innymi o skomplikowane i czasochłonne kwestie własnościowe. Chodzi też o brak rozeznania, co się w nowym centrum może "sprzedać", a co nie.
Ubywa planowanych inwestycji autorstwa gwiazd, czyli głównych magnesów, które przyciągałyby kolejne przedsięwzięcia, a w przyszłości turystów, klientów, mieszkańców, pracowników.

Ponoć trwają prace nad tajemniczymi projektami, które mają zastąpić upadłe gwiazdy NCŁ - Specjalną Strefę Sztuki oraz Centrum Festiwalowo-Kongresowe. Ale jeśli są takie projekty, to rzeczywiście niezwykle tajemnicze.

Szczęście w nieszczęściu polega na tym, że miasto ma bardzo niewiele czasu, jeśli chce zdążyć na nowe rozdanie unijnych pieniędzy. Błażej Moder, pełnomocnik prezydenta Łodzi do spraw NCŁ mówi, że zostały na przygotowanie projektów i całej dokumentacji 2 lata. To dobrze, bo dość szybko będziemy wiedzieć, czy coś się w Łodzi uda, czy nie uda.

Miasto robi audyt prowadzonych i planowanych przedsięwzięć, sprawdzając ich podstawy prawne i finansowe, szacując przy okazji szanse i zagrożenia. Wyniki tych ważnych działań mają być znane w połowie roku.

Dawny szkic słynnego planisty Roba Kriera pozostaje podstawą planowania NCŁ, ale słyszymy, że wizja ta wymaga liftingu i dopasowania do realiów. Realiów, które - jeszcze raz należy podkreślić - dopiero są badane i definiowane.

Nad nowym dworcem wisi cień niepewności natury - można tak powiedzieć - politycznej. Dlatego dobrze, że w tym przypadku jest już umowa z wykonawcą...

Ziemia nasza, wasza, niczyja

Dotąd niewiele się o tym mówiło. Poważnym i całkiem realnym problemem, z którym przyjdzie się zmierzyć, jest własność gruntów. Kreślone śmiało wizje mogły sprawiać wrażenie, że miasto - bądź jego partnerzy - dysponują bądź mogą rychło dysponować całym obszarem 90 hektarów. Tak nie jest, ale jakoś tak się zdarzyło, że ten temat publicznie nie był dotąd mocno dyskutowany.

NCŁ to aż 542 nieruchomości. Jak dziś wygląda struktura własności na tym terenie? Gmina Łódź jest właścicielem 18 z 90 hektarów (188 nieruchomości). Kolejne 15 ha to własność gminy z wieczystymi użytkownikami (111 nieruchomości). Skarb Państwa ma ponad 5 hektarów i do tego jeszcze prawie 13 ha wraz z wieczystymi użytkownikami. Kilka hektarów to inne "mutacje" własności miasta i Skarbu Państwa, np. wraz z innymi współwłaścicielami, w trwałym zarządzie czy z dzierżawą. Jest też 8 działek o łącznej powierzchni prawie 2 hektarów, których właściciel nie jest ustalony.
Jednak największą część stanowią grunty należące do prywatnych właścicieli - to aż 22,1 hektara, czyli 25,5 procent powierzchni planowanego Centrum. Prywatnych nieruchomości jest 126, a więc własność jest mocno rozdrobniona.

Miasto rysując śmiałe wizje stoi przed problemem jak skłonić wszystkich prywatnych właścicieli, by zaakceptowali ideę Centrum i na jego potrzeby sprzedali działki, kamienice, firmy. Część z nich zapewne ulegnie magii wolnego rynku i zwietrzy w tym świetny interes. Część może nawet liczyć na ceny wykraczające poza średnie rynkowe.

Co z resztą? A jak ktoś ma placyk z solidnym barakiem i równie solidne postanowienie, że miejsca nie opuści? Miasto nie bardzo nawet może zastosować wariant siłowy. Metodą wywłaszczeń może ratować się w przypadku gruntów przeznaczonych pod budowę ulic, ale już nie terenów inwestycyjnych. To jeden problem, drugi to fakt, że dyskusja jest póki co akademicka. Bo - jak przyznają po cichu osoby dziś zajmujące się NCŁ w magistracie - dotąd miasto nie bardzo rozmawiało z właścicielami, więc nie bardzo ma wyobrażenie, jakie jest ich nastawienie do "tematu NCŁ". Pewne jest, że sprawy własnościowe mogą powodować tu i tam na obszarze - powtórzmy - 90 hektarów nawet wieloletnie opóźnienia.

Zresztą nie tylko o prywatnych właścicieli chodzi. Na terenie NCŁ nieruchomości mają między innymi miejskie spółki - Zakład Wodociągów oraz MPK. Póki są one miejskie, to pół biedy. Magistrat może się z nimi wymienić, choćby ziemią. Problem zacznie się w chwili ich prywatyzacji, a przynajmniej jeśli chodzi o ZWiK to całkiem realna i może nieodległa perspektywa. Z prywatnym właścicielem też się dogadać można, ale pewnie wyjdzie sporo drożej.

Wizja dobra rzecz...

Problem stanowić będzie kolej. Błażej Moder, odpowiadający w urzędzie miasta za program budowy Centrum uważa, że sporych problemów może nastręczyć prawo dotyczące własności gruntów. W czym rzecz? Otóż w świetle obowiązujących przepisów, kolej, której tory będą biegły kilka metrów pod ziemią, będzie również właścicielem ziemi nad torami, Ziemi, której nie da się kupić, ani wymienić na inną działkę.

Łatwo sobie wyobrazić skutki. Potencjalny inwestor, który chciałby w takim "kolejowym" miejscu coś wybudować, musiałby płacić kolosalne opłaty za prawo użytkowania gruntu, co radykalnie podniosłoby koszt inwestycji, zapewne czyniąc ją mało opłacalną.
Co zrobić z tym fantem? Wśród pomysłów, jakie udało nam się zasłyszeć, wymienia się stworzenie w tym miejscu... pasa zieleni. Taki łódzki Central Park - bo chyba tylko tak marketingowo można sprzedać opinii publicznej kawałek trawnika w najlepszym punkcie miasta. Park mógłby pozostać na wieki, mógłby ewentualnie zostać przeznaczony pod inwestycje po zmianie prawa.

Przypatrując się temu, co dzieje się wokół Centrum, można wyrobić sobie przekonanie, że miasto wciąż porusza się w mgle wizji zamiast wśród liczb i kwot, mimo, iż od formalnego rozpoczęcia programu minęły przeszło cztery lata.

Gołym okiem widać, że przedsięwzięciu brakuje ekonomicznych i prawnych podstaw. Mnóstwo pytań kończy się odpowiedzią: nie wiemy, nie mamy, za miesiąc, za pół roku, za dwa lata.

Ponoć nikt nie wie dokładnie, ile dotąd poszło pieniędzy na Centrum. O kwestii gruntów wspominaliśmy przed chwilą. To między innymi dlatego ratusz miał zlecić audyt projektów dotyczących NCŁ.

Audytorzy mają do przejrzenia projekty finansowane bądź współfinansowane przez miasto. Zbadana ma być budowa dworca podziemnego wraz z węzłem multimodalnym, przebudową układu drogowego, budową węzła przesiadkowego w okolicach ul. Węglowej. Kolejne przedmioty badania to projekt włączenia tunelu średnicowego do węzła multimodalnego, rewitalizacja poszczególnych części EC1 - Wschód, Zachód, Południowy-Wschód, Specjalna Strefa Sztuki oraz Centrum Festiwalowo-Kongresowe.

Audyt ma za cel analizę i ocenę stanu realizacji projektów, ocenę całego programu NCŁ jeśli chodzi o wykonalność i zagrożenia, m.in. w zakresie finansowania, zagadnień własnościowych, terminów, pomocy publicznej, zamówień publicznych, planowania przestrzennego.

Na wyniki audytu czekamy z niecierpliwością. Mogą być bardzo ciekawe...

Już teraz bez pomocy audytorów możemy przypomnieć, że projekty Specjalnej Strefy Sztuki oraz Centrum Festiwalowo-Kongresowego są nieaktualne. Oficjalnie - przełożone, ale jeśli miasto w dużym tempie myśli nad inwestycjami zdolnymi je zastąpić, to tamte można chyba spisać na straty. Chyba że stanie się tak, jak mówi prezydent Hanna Zdanowska - Specjalna Strefa Sztuki w jakiejś formie powstanie w Centrum, ale nie w tym miejscu gdzie była planowana.

Dlaczego te przedsięwzięcia nie wypaliły, to opowieść na odrębną publikację. Partnerzy zaangażowani w tę sprawę mogliby napisać zupełnie różne historie. W spory dotyczące Strefy oraz centrum festiwalowego wnikać nie będziemy. Nie będziemy nikomu przyznawać racji. Podkreślamy jedynie "efekt finalny" - żadnej z tych inwestycji w Łodzi nie będzie.

I znów abstrahując od szczegółów i kulis - szkoda. Były to przedsięwzięcia zdolne spełnić rolę silnego magnesu. Zwłaszcza, gdyby powstały jako ważna część wielkiej całości, czyli wraz z EC1 i z dworcem. Wszystko to dałoby efekt skali, efekt dużego, atrakcyjnego konceptu.

Można też było mieć nadzieję na "efekt Bilbao". Tym terminem określa się cud, jakim była zamiana prowincjonalnego hiszpańskiego Bilbao w superatrakcję ściągającą 2 miliony turystów rocznie. A wszystko za sprawą muzeum Guggenheima, otwartego w 1997 roku, a zaprojektowanego przez wielką gwiazdę światowej architektury, Franka Gehry'ego.

Nie jest to analogia przypadkowa, bo właśnie Gehry miał być projektantem centrum festiwalowego. Pod koniec 2009 r. przedstawił w Łodzi wstępną koncepcję obiektu szacowanego na 450 mln zł. Gehry sam przywoływał przykład Bilbao i swojego dzieła, dzięki któremu do hiszpańskiego miasta płynie strumień turystów i pieniędzy. Szkoda projektu, szkoda nazwiska Gehry. Szkoda też nazwiska Davida Lyncha - reżyser miał mieć w nowym centrum swoje studio. Nie będzie miał.

Dworzec dopiero rysują

Żeby nie było tak czarno - miasto pozyskało do współpracy inną światową sławę architektury z łódzkimi korzeniami - Daniela Libeskinda. Architekt pokazał już swoją wizję bramy do Centrum, przy czym pojęcie brama ma tu wymiar czysto symboliczny. Będzie to raczej kompleks futurystycznych budynków i konstrukcji. Brama miałaby stanąć w okolicach nowego dworca.

Czas na daty, terminy i kwoty. W pierwszej strefie Centrum, tej spełniającej funkcje publiczne, trochę będzie się działo już w roku 2012. Można liczyć, że ruszą roboty związane z budową dworca, choć jeszcze nie ciężkiego kalibru. Oczywiście nie mogą cieszyć takie szczegóły jak fakt, że najpierw zamknięto stary dworzec, powodując masę utrudnień dla łodzian, a dopiero potem projektuje się nowy obiekt. Tak, projekt nowego obiektu dopiero powstaje. Umowa z wykonawcą została podpisana w systemie "projektuj i buduj".

W budżecie Łodzi zapisano na ten rok 45 milionów zł na budowę węzła multimodalnego, a więc całego układu komunikacyjnego wokół dworca. Są też 72 miliony na trwającą rewitalizację EC1.

Osią całego przedsięwzięcia pozostaje niezmiennie nowy, podziemny dworzec. Gigantyczna inwestycja, warta 1,7 miliarda złotych. Patrząc wstecz można powiedzieć - na szczęście pozostaje. Bo wiele było w minionym roku zawirowań wokół łódzkiego dworca, żeby wspomnieć choćby perypetie z przetargiem. Sąd wykluczył z powodów formalnych faworyta, kolej zdecydowała się mimo to kontynuować konkurs, wybierając spośród pozostałych oferentów. To wydaje się etapem szczęśliwie zamkniętym.

Były jednak wydarzenia świeższe, które cień niepewności wciąż na sprawę jednak rzucają. Chodzi oczywiście o nowego ministra transportu Sławomira Nowaka i jego decyzję o zaprzestaniu budowy Kolei Dużych Prędkości, których dworzec miał być jednym z elementów. Od razu znaleźli się tacy, którzy zaczęli przekonywać, że budowa tak drogiego dworca jest w tej sytuacji absurdem. Sam minister Nowak w radiu obwieścił, że dworzec w takim kształcie to zbyt kosztowna inwestycja.

Tych, którym serce zamarło, szef resortu uspokoił, że dworzec budowany będzie. Szczęśliwie inwestycja rozpoczęła się jeszcze za urzędowania łódzkiego ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. Dość często można usłyszeć, że dziś jej losy potoczyłyby się inaczej.

Smutne są to rozważania, bo wskazują na czysto personalny podtekst decyzji dotyczących wielkich projektów i miliardowych sum. Tak czy inaczej, gwarantem dworca ma być między innym przeszło miliardowa umowa z wykonawcą, której zerwanie kosztowałoby krocie.

Wracając do Kolei Dużych Prędkości - wiele osób przekonuje, że dworzec podziemny to nie część KDP, lecz linii Warszawa-Łódź oraz kolei aglomeracyjnej, co wyklucza porażkę ambitnych zamierzeń. Potwierdzają to decyzje o budowie tunelu średnicowego właśnie dla kolei aglomeracyjnej. Budowę dworca pod ziemią uzasadniają też plany dotyczące NCŁ. Jeśli dworzec nie wylądowałby pod ziemią, nowe centrum nie miałoby szans powstać. Chyba, że wzdłuż torów...

Kto, co, za ile

Miasto zamówiło jeszcze jedną analizę i niezwykle ciekawe jest, co z niej wyniknie. Czy aby nie zburzy jej wynik dobrego samopoczucia budowniczych nowego centrum? Chodzi o analizę ekonomiczną zapotrzebowania na budynki w Centrum. Ile procent powierzchni powinny zająć budynki mieszkalne, ile biurowce, ile hotele, ile handel. Czy w ogóle opłaca się je budować?

Z 90 hektarów ponad 19 zajmie strefa publiczna. Będzie tu nowy, podziemny dworzec, a także poddany rewitalizacji kompleks EC1. Według planu Roba Kriera, na tym obszarze miały się też znaleźć Specjalna Strefa Sztuki oraz Centrum Festiwalowo-Kongresowe. Czy znajdą się tam wspomniane już dwa, tajemnicze "zastępcze" projekty? I czym one będą? Jeden będzie pewnie nowym, "miejskim" centrum festiwalowo-kongresowym, już bez udziału Marka Żydowicza i bez logo Camerimage.

Kolejne 70 hektarów Centrum będzie strefą komercyjną. To tereny leżące bardziej na wschód, w kierunku ul. Kopcińskiego. Dziś to prawie green field, gdyby nie fakt, że jakieś "stare miasto" tu istnieje. Tak czy inaczej, tu właśnie mają być wyznaczone strefy pod inwestycje. Prawdopodobnie nie cały teren będzie dzielony na parcele od razu, prawdopodobnie będzie to inwestycja "etapowana".

Firma doradcza ma wskazać, jakiego typu i ile budynków mogłoby się tu znaleźć. Oczywiście budynków postawionych przez prywatny kapitał. Zapewne wskazane więc będą biurowce, budynki mieszkalne, kompleksy handlowe, rozrywkowe, hotele. Wyniki tej analizy mogą być ciekawe, zwłaszcza że dziś Łódź wydaje się marnym miejscem na inwestycje w biura i mieszkania.

Deweloperzy zaklinają się, że to kryzys, że to minie. Może kryzys zawinił, może nie... A może po prostu Łódź jest miastem z ludnością o słabej sile nabywczej? Jakiś czas temu przewinęła się publicznie liczba 30 tysięcy mieszkań, które miałyby powstać na terenie Centrum. Abstrakcja. Oznaczałoby to, że w tym rejonie osiedli się 60 - 70, a może nawet 80 tysięcy ludzi. To prawie tyle, ile mieszka na Retkini, tyle ile mieszka w całych Pabianicach. Czy to znaczy, że ktoś zaplanuje postawić las mieszkalnych drapaczy chmur? Jakie te liczby rodzą skutki, choćby komunikacyjne?

Pomysł 30 tysięcy mieszkań należy włożyć między bajki również ze względów ekonomicznych. Nawet jeśli nie myślimy o tych inwestycjach w perspektywie krótkofalowej, doprawdy trudno uwierzyć, że za kilkanaście lat sytuacja ekonomiczna łodzian zmieni się aż tak radykalnie, by masowo zaczęli kupować drogie mieszkania. Bo nie ma najmniejszych wątpliwości, że w takim miejscu będą drogie.

Stare z nowym

Wracając do wątku wspomnianego na samym początku, a więc zszywania nowego miasta ze starym. W grudniu ubiegłego roku pokazano wyniki miesięcznych warsztatów "w tym temacie". Najlepiej oceniono pracę zespołu z Warszawy, który zaproponował między innymi przesunięcie wyjścia z podziemnego dworca w kierunku ulicy Piotrkowskiej, oczywiście bez przesady. Na powierzchnię pasażerowie wydostawaliby się w pobliżu Łódzkiego Domu Kultury. Są też w tej wizji nowe budynki, między innymi odtwarzające zburzoną pierzeję ul. Narutowicza, jest zieleń, są nowe place.

Architekt miasta Marek Janiak, choć ogólnie chwalił, powiedział uczestnikom warsztatów znamienną rzecz - nie udało się znaleźć "wspólnego języka" między planem miejscowym, a nową kreacją architektoniczną.

Od Marka Janiaka dużo będzie zależeć, jeśli chodzi o Nowe Centrum Łodzi. W magistracie mówi się, że jest on w kwestiach planistycznych liberałem. Dlatego można mieć nadzieję, że zamiast arbitralnie ustawiać na planie gigantyczne obiekty, projekty zawierzą realnym siłom rynkowym. Że będzie to budowa naturalnego miasta, nowego, ale będącego częścią starego. Że nie czeka nas inwestycja w duchu północnokoreańskim.

Oby tylko za 2 lata nie okazało się, że nie ma już co planować. Podobno czarny scenariusz jest niemożliwy. Naprawdę?

Źródło: Dziennik Łódzki, Piotr Brzózka, 15.01.2012
11sty/12

Miasto chce zmienić statut Instytucji Kultury “EC-1 Miasto Kultury”
Łukasz Kaczyński, Dziennik Łódzki


Nie udała się próba wprowadzenia do porządku obrad środowej sesji Rady Miejskiej projektu uchwały zmieniającej statut Instytucji Kultury "EC-1 Miasto Kultury". W urzędzie miasta pojawił się za to Marek Żydowicz.

Agnieszka Nowak, wiceprezydent Łodzi, zdecydowała się wycofać projekt w związku z licznymi pytaniami i wątpliwościami radnych na temat opinii prawnej, którą miasto zamówiło w warszawskiej kancelarii w sprawie możliwości zmiany statutu instytucji. Radni pytali o powód i koszty zamówienia zewnętrznej opinii. Odpowiedzi nie poznali podczas posiedzenia komisji. Nie pojawili się na niej zaproszeni mecenasi ze stołecznej kancelarii, nie udało się więc też poznać szczegółów prawnych.

- Czy to znaczy, że opinia wystawiona przez biuro prawne urzędu miasta była negatywna i pojawiła się potrzeba otrzymania opinii pozytywnej? - pytał radny Witold Rosset.

Na komisji zjawił się też Marek Żydowicz, który przedstawił stanowisko Fundacji Sztuki Świata, która nie zgadza się na zmianę statutu. Jego zdaniem bez tej zgody zmiana nie jest możliwa. Co innego mówi opinia prawna, którą wiceprezydent zamówiła w warszawskim biurze prawnym.

- Choć rzadko zgadzam się z Markiem Żydowiczem, teraz przyznaję mu rację - mówił na komisji Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej. - Uchwała ta nie będzie miał skutków prawnych, a jedynie będzie wyrazem woli miasta.

W środę okazało się, że istnieją dwie opinie z tego samego biura, noszące inne daty.

Jest szansa, że sprawa zmiany statutu pojawi się na sesji jeszcze w środę.

Źródło: Dziennik Łódzki, Łukasz Kaczyński, 11.01.2012
11sty/12

Marek Żydowicz na sesji rady miasta. Szybko wyszedł
stanio, Gazeta Wyborcza Łódź


Marek Żydowicz na krótko pojawił się przed drzwiami dużej sali obrad urzędu miasta.

Podczas dzisiejszej sesji radni mają głosować nad rozwiązaniem spółki Camerimage Łódź Center której Żydowicz jest prezesem. Sam zainteresowany pojawił się na chwilę po czym wyszedł z urzędu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, stanio, 11.01.2012
10sty/12

Cieślak wyrzuca Żydowicza. Awantury o Camerimage Łódź Center ciąg dalszy
msm, Express Ilustrowany


Wiceprezydent Łodzi Marek Cieślak zażądał od Marka Żydowicza, prezesa zarządu Camerimage Łódź Center, rozwiązania spółki Camerimage Łódź Center (miasto samo nie może jej rozwiązać, jest bowiem udziałowcem mniejszościowym).

Powodem rozwiązania spółki ma być nierozpoczęcie przez spółkę realizacji inwestycji polegającej na budowie Centrum Festiwalowego w ciągu dwóch lat od powołania spółki w 2009 r. Jednocześnie wiceprezydent Cieślak zażądał zwołania Nadzwyczajnego Zgromadzenia Wspólników, na którym mają zostać rozpatrzone uchwały o wyborze likwidatora i zmianie zasad wynagradzania członków organów spółki.

- Jeżeli miasto uważa, że spółka nie może realizować swoich celów, to może wycofać swoje uczestnictwo ze spółki i umorzyć swoje udziały w niej. Jako prezes w przewidzianym prawem terminie zwołam zgromadzenie wspólników, ale wiem, że pozostali udziałowcy nie wyrażają zgody na likwidację spółki. Uważam, że pozbawienie udziałowców i mnie jako prezesa, możliwości przedstawienia sprawozdania z jej działalności na posiedzeniu Rady Miejskiej jest czymś niedopuszczalnym w cywilizowanym kraju. A jednostronne podjęcie decyzji o zamiarze likwidacji spółki urąga standardom demokratycznym i dobrego wychowania - mówi Marek Źydowicz, prezes Camerimage Łódź Center. - Pani prezydent namówiła mnie, bym sfinansował wykonanie biznesplanu dla CŁC, a potem bez rozmowy z udziałowcami spółki i zarządem zawnioskowała o likwidację spółki.

Źródło: Express Ilustrowany, msm, 10.01.2012
10sty/12

Miasto do Żydowicza: natychmiast rozwiązać CŁC
mf, Gazeta Wyborcza Łódź


Magistrat poinformował, że wiceprezydent Łodzi Marek Cieślak zażądał od Marka Żydowicza, prezesa zarządu Camerimage Łódź Center, rozwiązania spółki z o.o. Camerimage Łodź Center. Powodem ma być "nierozpoczęcie przez spółkę realizacji inwestycji polegającej na budowie Centrum Festiwalowego w terminie przewidzianym w umowie. Cieślak zażądał też zwołania Nadzwyczajnego Zgromadzenia Wspólników, na którym mają zostać rozpatrzone uchwały o wyborze likwidatora, zmianie zasad wynagradzania członków organów spółki i powołaniu członka Rady Nadzorczej" - czytamy w oświadczeniu.

Camerimage Łódź Center to spółka powołana przez miasto Łódź i dwie fundacje: Tumult i Sztuki Świata, obie Marka Żydowicza.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, mf, 10.01.2012
10sty/12

Miasto chce likwidacji Camerimage Łódź Center
mar, Dziennik Łódzki


Urząd Miasta w Łodzi domaga się, by Marek Żydowicz rozwiązał spółkę Camerimage Łódź Center. Jako powód wskazuje nierozpoczęcie budowy Centrum Festiwalowego w umówionym terminie.

Wiceprezydent Łodzi Marek Cieślak zażądał od Marka Żydowicza, prezesa zarządu Camerimage Łódź Center, rozwiązania spółki Camerimage Łódź Center. W oświadczeniu łódzkiego magistratu czytamy, że "powodem rozwiązania spółki, jest nierozpoczęcie przez spółkę realizacji inwestycji polegającej na budowie Centrum Festiwalowego w terminie przewidzianym w umowie."

Jednocześnie wiceprezydent Marek Cieślak zażądał zwołania Nadzwyczajnego Zgromadzenia Wspólników, na którym mają zostać rozpatrzone uchwały o wyborze likwidatora, zmianie zasad wynagradzania członków organów spółki i powołaniu członka Rady Nadzorczej.

Spółka Camerimage Łódź Center powstała dwa lata temu, by zająć się projektem i budową centrum kongresowo-festiwalowego Camerimage Łódż Center.

Źródło: Dziennik Łódzki, mar, 10.01.2012
10sty/12

Fundacja Sztuki Świata: Radni łamią prawo
Dziennik Łódzki


List otwarty przedstawicieli Fundacji Sztuki Świata ws. planowanych zmian w statucie Instytucji Kultury EC1 Łódź Miasto Kultury:

W związku z planowanym przez Władze Miasta i Radnych Platformy Obywatelskiej zamiarem jednostronnej zmiany statutu i umowy powołującej Instytucję Kultury EC1 Łódź Miasto Kultury oświadczamy, iż działanie takie bez zgody Fundacji Sztuki Świata będzie niezgodne z prawem.

Umowa powołująca Instytucję Kultury EC1 Łódź - Miasto Kultury jednoznacznie stanowi, że zmiany statutu wymagają zgody obu stron.

Potwierdzają to także zapisy Ustawy o prowadzeniu działalności kulturalnej. Przekazaliśmy Władzom Miasta pismo, w którym jednoznacznie odmawiamy zgody na takie zmiany.

Wzywamy zatem Władze Łodzi i Radnych Platformy do powstrzymania się przed naruszaniem prawa!

Ponadto informujemy łodzian, że działania zmierzające do odebrania przez Władze Łodzi budynku EC1 Wschód Fundacji Davida Lyncha mogą doprowadzić do utraty dotacji unijnej przyznanej na rewitalizację zabytku. Powodują konieczność poinformowania międzynarodowej opinii publicznej o nieaktualności prestiżowej rekomendacji przyznanej Łodzi przez New York Times.

Spowoduje to zapewne także zmniejszenie zainteresowania wielu inwestorów współpracą z Władzami Łodzi. Obniży wiarygodność inwestycyjną Miasta, pokaże że jest to miejsce ogromnego ryzyka, w którym składane obietnice i zawarte umowy, nawet wobec Franka Gehry’ego i Davida Lyncha mogą być w każdej chwili złamane.

Całkowita odpowiedzialność za straty wynikające z tych działań obciąży Władze Łodzi.

z poważaniem,

Kazimierz Suwała, prezes Zarządu Fundacji

Adam Zdunek, wiceprezes Zarządu Fundacji

9sty/12

“The New York Times” zaprasza w 2012 roku do Łodzi
Joanna Wróżyńska, Gazeta Wyborcza Łódź


Łódź, jako jedyne polskie miasto, znalazła się na prestiżowej liście miejsc, które należy odwiedzić w 2012 roku przygotowanej przez dziennik "The New York Times". Niestety, doceniona została głównie za projekty, których realizacja wisi na włosku.

Lista "The New York Timesa" to 45 miejsc na świecie, które zdaniem redakcji mają turystom do zaoferowania coś więcej niż tylko zabytki. Dlatego poza kilkoma przypadkami próżno szukać na niej podróżniczych oczywistości. I tak otwiera ją Panama, która dzięki umowie o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi liczy na znaczny rozwój ekonomiczny, a zamyka rybacka wioska Porto Venere położona na północno-zachodnim wybrzeżu Włoch. Dziennikarze polecają jeszcze m.in.: Helsinki, Birmę, zatokę Halong, archipelag Koh Rong należący do Kambodży, Ugandę czy tak egzotyczne miejsca jak Antarktyka, a nawet kosmos, którego podbój uważają za możliwy w ciągu najbliższych lat.

Na 43. miejscu listy znalazła się Łódź. Bez kosztownej promocji o naszym mieście dowiedzieli się ludzie na całym świecie. Ba! Zostało im ono polecone przez jeden z najważniejszych amerykańskich dzienników. To ogromny sukces i powód do dumy. "The New York Times" nazywa nasze miasto polskim Hollywood i zachwyca się jego industrialną przeszłością. Chwali za umiejętne wykorzystywanie pofabrycznych budynków, za przykład podając Manufakturę i MS2. Wspomina także o Łódź Art Center. Na razie super!

Jak bardzo natną się jednak turyści, którzy do Łodzi przyjadą zobaczyć polecane w artykule studio filmowe Davida Lyncha czy awangardowe centrum festiwalowo-kongresowe zaprojektowane przez Franka Gehry'ego? Wygląda na to, że całkowicie. Oba projekty, które tak bardzo docenili amerykańscy dziennikarze, mogą nigdy nie powstać. Możemy więc jedynie liczyć na to, że zwabieni wielkimi nazwiskami turyści docenią inne atuty Łodzi: jej pofabryczną architekturę, Piotrkowską, EC-1 czy np. klimatyczne klubokawiarnie. I zadbać o to, co już mamy, nie pozwalając, żeby zabytkowe budynki niszczały pozostawione same sobie.

Póki dzienniki takie jak "The New York Times" piszą o Łodzi pozytywnie, możemy sobie jeszcze pozwolić na działanie w myśl zasady "nieważne co piszą, byle pisali", ale nasza dobra passa szybko się skończy, gdy ci sami dziennikarze następnym razem dokładniej sprawdzą, o czym piszą. Możemy wtedy więcej stracić, niż zyskaliśmy.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, Joanna Wróżyńska, 09.01.2012
8sty/12

The 45 Places to Go in 2012
The New York Times


(...)

43. Lodz, Poland
The Hollywood of Poland reclaims its industrial past.

Poland’s third-largest city and the movie-making headquarters of the country (with a film school that started the careers of Roman Polanski and Andrzej Wajda), Lodz has seen its labyrinth of textile warehouses and industrial-era relics repurposed for artistic and entrepreneurial ventures.

The latest is by the director David Lynch, who has a deal to establish a major film studio in a former 19th-century power plant in the city. Its makeover — which will also include a planetarium, a library, an exhibition space and a theater — is scheduled to be shown to the public in 2014. Additionally, the architect Frank Gehry, whose grandparents were from Lodz, is in talks to design a festival and congress center with an avant-garde, building-block shape.

These ventures will be in good company. One Lodz weaving mill is now a retail and entertainment center called Manufaktura, while another, Ms2, is a three-year-old contemporary art museum filled with experimental leanings. A 19th-century industrial complex has been reborn as an art incubator, Lodz Art Center, that is the host of lectures and festivals. RACHEL B. DOYLE

(...)

Źródło: The New York Times, 08.01.2012
2sty/12

List otwarty Marka Żydowicza i Davida Lyncha ws. EC1
Dziennik Łódzki


Przedstawiciele Fundacji Sztuki Świata, Marek Żydowicz i David Lynch, skomentowali w liście otwartym decyzję sądu, zgodnie z którą Fundacja ma oddać miastu elektrownię EC1 za symboliczną kwotę, za jaką ją kupiła:

Przyjęliśmy wyrok sądu z ogromnym rozczarowaniem. Mamy szacunek do wymiaru sprawiedliwości, trudno jednak pogodzić się z wyrokiem, przy którego wydaniu sąd nie uwzględnił woli stron zawierających umowę sprzedaży. Zgodnie z wolą Miasta Łodzi reprezentowanego przez Prezydentów oraz Fundacji Sztuki Świata (reprezentowanej przez wyznaczonego Fundatora), prawo odkupu zostało ustanowione jako zabezpieczenie nieruchomości przed jej ewentualnym sprzedaniem przez Fundację stronie trzeciej.

Takiej transakcji Fundacja nigdy nie dokonała, ani też nigdy nie planowała. Miasto Łódz nie miało zatem żadnych podstaw prawnych, aby skorzystać z prawa odkupu.

Zachowanie Miasta wobec naszego udziału w rewitalizacji EC1 budzi sprzeciw. Własność Fundacji Sztuki Świata (EC 1 Wschód) stanowi zaledwie 1/7 całości terenu EC1. Trzeba podkreślić, że to dzięki nam udało się Miastu pozyskać teren EC1 od poprzedniego właściciela ZES-SA, który przekazał go między innymi na potrzeby studia Davida Lyncha i Camerimage. To my wymyśliliśmy sposób wykorzystania całości terenu EC1, to my opracowaliśmy dla niego program funkcjonalno-użytkowy, to my przygotowaliśmy i nadzorowaliśmy ścieżkę pozyskiwania środków europejskich.

Dzięki partnerstwu Miasta z Fundacją udało się uzyskać ponad 90 mln złotych dotacji unijnej. Fundacja sfinansowała projekt budowlany EC1 Wschód, szereg ekspertyz i analiz, wydała ponad 3 mln złotych, a my, fundatorzy poświęciliśmy bardzo dużo własnej energii, czasu i środków prywatnych, aby projekt był odpowiednio realizowany, a także promowany w Polsce i na świecie. Musi budzić zatem wątpliwości, z moralnego punktu widzenia, stanowisko Prezydent Miasta, która chce nas wyrzucić z EC1.

Z procesu sądowego wynika wyraźnie, że Miasto współpracuje w tej sprawie z Andrzejem Walczakiem, początkowo fundatorem Fundacji Sztuki Świata, który w trakcie realizacji projektu odrzucił przygotowany przez nas program funkcjonalno-użytkowy (studio i warsztaty Davida Lyncha). My natomiast nie przystaliśmy na jego projekt, gdyż broniliśmy obietnic złożonych mieszkańcom Łodzi. Od tego czasu Andrzej Walczak rozpoczął działania skierowane przeciw Fundacji Sztuki Świata i przeciw powołanej wspólnie przez Miasto i Fundację Instytucji Kultury EC1 Miasto Kultury. Założył fundację o zadziwiająco zbieżnej nazwie EC1 Fundacja Łódzka, zapowiadał publicznie realizację swoich wizji w EC1 Wschód (biblioteka 5 in Lodz), wytoczył proces wspomnianej Instytucji Kultury EC1 o jej logo, a także założył wydawnictwo, znów o łudząco zbieżnej nazwie, EC1 - Dziennik Kolejowy, sprzedaje jeansy o nazwie EC1.

Działania Miasta i Andrzeja Walczaka w sprawie odkupu EC1 uważamy za szkodliwe dla Łodzi i jej mieszkańców. W innych wypadkach zdarza się, że mają one charakter nadużyć, tak jak miało to miejsce w przypadku Specjalnej Strefy Sztuki, ocenionej negatywnie przez Regionalną Izbę Obrachunkową. Na SSS wydano już około 25 mln złotych i utracono możliwość pozyskania 200 mln złotych dotacji z unii (MKiDN). Mimo to Pani Prezydent wielokrotnie publicznie zapewniała mieszkańców miasta, że w tym projekcie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Oburza też próba likwidacji spółki miejskiej Camerimage Łódź Center, bez konsultacji z pozostałymi udziałowcami spółki oraz z odmową prawa do zaprezentowania ich stanowiska Radzie Miasta!

Przykłady EC1 i CŁC z pewnością zahamują zainteresowanie Łodzią inwestorów z Polski i z zagranicy. Będziemy domagać się naszych praw i bronić interesu Łodzi nie tylko na drodze apelacji w procesie o EC1.

Podpisali fundatorzy i członkowie Rady Fundacji Sztuki Świata:

David Lynch i Marek Żydowicz

27gru/11

Łódź odzyska EC1
wp, (Ad.), Dziennik Łódzki


Fundacja Sztuki Świata, którą reprezentuje m.in. Marek Żydowicz, ma oddać miastu dawną elektrownię EC1. We wtorek wyrok w tej sprawie wydał łódzki sąd.

Fundacja Sztuki Świata ma, zgodnie z decyzja sądu, oddać miastu elektrownię EC1 za symboliczną kwotę, za jaką ją kupiła. Po doliczeniu kosztów administracyjnych będzie to około 5.700 zł.

Reprezentujący Fundację Sztuki Świata Marek Żydowicz po decyzji sądu wyszedł z sali i nie komentował sprawy.

Przypomnijmy, w kwietniu 2008 roku władze miejskie sprzedały Fundacji Sztuki Świata elektrownię EC1 Wschód.

Nieruchomość wartą prawie 4 mln zł sprzedano za 1 proc. wartości, czyli niecałe 4 tys.

Fundacja Sztuki Świata skierowała pismo do prezydenta miasta, informujące o braku środków na aranżację wnętrz i wyposażenie obiektu EC1 Wschód. Dlatego ówczesny pełniący funkcję prezydenta Tomasz Sadzyński podjął decyzję o odkupieniu obiektu, deklarując jednak, że miasto przeznaczy go na pierwotny cel i w całości go sfinansuje.

Źródło: Dziennik Łódzki, Łukasz Kaczyński, wp, (Ad.), 27.10.2011
27gru/11

Sąd uznał, że miasto może odkupić EC-1
Express Ilustrowany


Władze Łodzi mają prawo do odkupienia zabytkowej elektrociepłowni EC-1 od Fundacji Sztuki Świata.

Założycielami Fundacji są m.in. amerykański reżyser Dawid Lynch oraz szef Festiwalu Plus Camerimage Marek Żydowicz.

Wyrok nie jest prawomocny

Sąd uznał, że w umowie sprzedaży prawo odkupu nieruchomości było bezwarunkowe i nakazał Fundacji Sztuki Świata zwrotne przeniesienie jej własności na rzecz miasta za niespełna 6 tys. zł. Wyrok nie jest prawomocny. Na razie nie wiadomo, czy Fundacja będzie się od niego odwoływać.

Fundacja Sztuki Świata, którą kilka lat temu założyli Żydowicz, Lynch i biznesmen Andrzej Walczak, w 2008 roku kupiła od miasta teren z zabytkową elektrociepłownią przy ul. Targowej w Łodzi za 0,1 proc. wartości, czyli niespełna 4 tys. zł (wartość nieruchomości wyceniono na 3,98 mln zł). Fundacja zamierzała stworzyć centrum sztuki m.in. ze studiem amerykańskiego reżysera i sfinansować jego wyposażenie. Miał to być jeden z elementów tzw. Nowego Centrum Łodzi.

W ub. roku miasto - na podstawie warunków umowy - postanowiło odkupić nieruchomość za taką samą cenę. Pełniący wtedy obowiązki prezydenta miasta Tomasz Sadzyński tłumaczył, że decyzja wynika z konieczności przyjęcia przez miasto dodatkowych obciążeń finansowych związanych z wyposażeniem EC1 - Wschód. Fundacja stwierdziła, że nie znajdzie pieniędzy na to i zwróciła się do miasta o zabezpieczenie w budżecie potrzebnej na ten cel sumy.

Koszty procesu pokryje fundacja

Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieście uznał, że racja leży po stronie miasta i zobowiązał Fundację do przeniesienia na rzecz gminy własność zabudowanej nieruchomości przy ul. Targowej za 5873 zł. Fundacja ma także pokryć koszty procesu. Zdaniem sądu, w tej sprawie prawo odkupu było bezwarunkowe i w związku z tym miasto mogło w sposób skuteczny domagać się od pozwanej Fundacji zwrotnego przeniesienia własności nieruchomości.

Źródło: Express Ilustrowany, ei24, 27.10.2011
27gru/11

Fundacja Żydowicza przegrywa proces o odkupienie EC1
jk, Gazeta Wyborcza Łódź


Fundacja Sztuki Świata przegrała proces o odkupienie EC1. Sąd zobowiązał ją do przeniesienia na miasto własności zabytkowej elektrociepłowni za zwrotem zapłaconej kwoty. Wyrok nie jest prawomocny. Strony mają 21 dni na apelację.

- W umowie między miastem a fundacją ustanowione są prawa odkupu i pierwokupu. Miasto mogło odkupić elektrociepłownię przy Targowej w dowolnym momencie, nawet gdy fundacja nie chciała jej sprzedawać - mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Paweł Filipiak.

Sąd zobowiązał fundację Sztuki Świata do zwrotu nieruchomości. Miasto ma jej oddać kwotę, za którą została zakupiona oraz koszty zawarcia umowy, w sumie nieco powyżej pięciu tysięcy złotych. Fundacja ma dodatkowo pokryć koszty sądowe w wysokości 800 złotych. Kazimierz Suwała, prezes fundacji, powiedział po wysłuchaniu wyroku, że o wniesieniu ewentualnej apelacji zdecyduje ich prawnik. - Nie zgadzam się z tym wyrokiem - podkreślił. Obecny na sali Marek Żydowicz odmówił jakichkolwiek komentarzy.

Fundację Sztuki Świata założyli amerykański reżyser David Lynch, Marek Żydowicz i Andrzej Walczak. Następnie działając już jako fundacja odkupili od miasta zabytkową elektrociepłownię przy ulicy Targowej 1/3 z bonifikatą wynoszącą 99,9 procent jej wartości. Zapłacili mniej niż cztery tysiące złotych. Mieli zrewitalizować budynek, w planach było m.in. urządzenie tam studia filmowego Lyncha. Zobowiązali się też do wykładania 100 tysięcy złotych rocznie na działalność EC1. Wtedy rozpoczął się konflikt pomiędzy fundatorami. Walczak odszedł ze Sztuk Świata. Urzędnicy doszli do wniosku, że instytucja bez niego nie będzie mogła płacić ustalonych kwot i zdecydowali się skorzystać z zapisu umowy sprzedaży pozwalającego, w ich ocenie, odkupić nieruchomość w dowolnym momencie. Z taką interpretacją nie zgodziła się Fundacja. Jej zdaniem umowa dawała miastu prawo kupna, ale tylko kiedy EC1 zostanie wystawione na sprzedaż.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, Jacek Krywko, 27.12.2011
15gru/11

Spółka Camerimage Łódź Center do likwidacji
Dziennik Łódzki


Rada Miasta Łodzi zgodziła się na likwidację Camerimage Łódź Center.

Rada Miasta Łodzi po godz. 23 14 grudnia 2011 r. podjęła uchwałę w sprawie wyrażenia zgody na rozwiązanie Camerimage Łodź Center Sp z o.o.. Wykonanie uchwały powierzone zostało prezydentowi miasta.

Zgodnie z procedurą, następnym etapem powinno być zebranie rady nadzorczej spółki, ponieważ konieczne jest jej uzupełnienie o brakującego przedstawiciela miasta (poprzedni wycofał się). Po uzupełnieniu składu, rada nadzorcza zdecyduje o sposobie i trybie rozwiązania spółki.

Spółka Camerimage Łódź Center powstała dwa lata temu, by zająć się projektem i budową centrum kongresowo-festiwalowego Camerimage Łódż Center. Jej prezesem jest Marek Żydowicz.

Źródło: Dziennik Łódzki, 15.12.2011